Uśmiech, który nie zawsze oznacza szczęście i łzy, które nie zawsze są smutkiem

Uczciwe ostrzeżenie: post zawiera treści kontrowersyjne z punktu widzenia ewolucji biblijnej oraz słowa na es (seks), pe w dwojakiej odsłonie (penis i penetracja) oraz wu (wagina). Plus jest wyjątkowo, nawet jak na mnie, długi. Ale na szczęście nie nudny, bo … zawiera słowa na es, pe x 2 i wu.

1. Baśń o łamaniu reguł

Dawno, dawno temu (wg badaczy jakieś 35 milionów lat temu) żyli sobie Ona i On. Ich przodkowie jeszcze dawniej temu (wg badaczy…, eee nieważne) wyszli z wody na ląd, porzucili ogony i płetwy i próbowali być szczęśliwi. Ona i On mieszkali na plaży, u brzegu ciepłych wód oceanu. Codziennie zasypiali kołysani szumem fal, a za dnia większość czasu spędzali w wodzie. Niby mogli wędrować po pobliskim lesie, przedzierać się przez nieprzebytą gęstwinę krzewów, lian, mchów i paproci ryzykując podrapania, kolce w stopach, ukąszenia tysiąca krwiopijnych pasożytów. Mogli, ale całymi sobą czuli, że woda jest im przyjaźniejsza. Serca i dusze tych Dwojga nie pojmowały czemu ich gatunek porzucił tak idealne środowisko i uparł się mieszkać na twardym i niebezpiecznym lądzie. Serca i dusze tęskniły, a każda komórka ich ciała pamiętała pierwotną radość z życia w wodzie. Idąc za głosem z całych siebie, Ona i On z dnia na dzień coraz więcej czasu spędzali w wodzie. Tam znajdowali pokarm dla ciała i ukojenie dla zmysłów, tam wspólna zabawa była zawsze radosna i bezpieczna, tam czuli się wolni. Pływając byli równi ptakom szybującym w przestworzach. Pewnego dnia tak długo przebywali w oceanie, że nadeszła noc. Nie mieli siły wychodzić na ląd do swojego legowiska, więc zapadli w półsen, śniąc i jednocześnie kontrolując unoszenie się wśród fal. A nad ranem, gdy odkryli, że właściwie najtrudniejsza rzecz, która do tej pory wiązała ich z ziemią, okazała się być wykonalna z wodzie, byli najszczęśliwszymi istotami we wszechświecie. Zaczęli się kochać (zapomniałam uprzedzić o słowie na ka) i wtedy doświadczyli ostatniego, najpiękniejszego doświadczenia związanego z wodą. Miłość przestała się sprowadzać do szybkiej i monotonnej pentracji wymuszonej grawitacją i ciężarem ciał. W wodzie kochanie się zmieniło się w taniec pełen dotyku, głaskania, figli, zaczepek, uników i przytuleń. Zatracając się w długich pieszczotach, nie zauważyli, jak niepostrzeżenie ich ciała zmieniły się. Przednie kończyny przekształciły się w płetwy, tylnie w ogon, całe ciało wydłużyło się i stało perfekcyjnie opływowe, nos  przesunął się na czupek głowy i przybrał postać otworu, znikły wystające uszy i niepotrzebne owłosienie. Ona i On stali się Delfinami.

2. Pokusa dotyku mokrego torsu hinduskiego boga

Do Monkey Mia co roku przybywa ponad 100 tysięcy turystów. W porównaniu z Nowym Jorkiem pewnie nie jest to imponujący wynik, ale proponuję sprawdzić gdzie leżą obie te miejscowości i jakie są możliwości dotarcia do nich. W Monkey Mia jest beznadziejny kemping, niesamowity park narodowy, w którym próbuje się przywrócić stan natury z 1616 roku (czyli sprzed dotarcia białego człowieka i jego obcych tutejszej faunie zwierząt) oraz szalony i szalenie sympatyczny zaklinacz wielbłądów. Ale to nie są powody wędrówki ludów w ten rejon. My też trafiliśmy tu dla kogoś innego.  Dla Nicky, Puck, Suprise, Piccolo i Shock – pięciu dorosłych delfinic (samic delfina. Pozwoliłam sobie na swobodne słowotwórstwo bo to oburzające, żeby delfin występował bez podziału na płeć jak to jest choćby w przypadku koni, psów, kur, świń czy ludzi).

Wstaliśmy wyjątkowo wcześnie i szybko. Sprawnie nakarmiliśmy dzieci, ubraliśmy siebie i je, zabraliśmy aparat i bez żadnych nieprzewidzianych przeszkód ruszyliśmy kempingowymi ścieżkami wprost na plażę. Poniekąd wyglądało to trochę jak przybycie na wiec, bo z całego obozu schodzili się prawie wszyscy, którzy tu się zatrzymali. A z parkingu docierały kolejne osoby nocujące w Denham. W końcu na nadbrzeżu zebrało się prawie 150 osób.  Znaki na piasku zakazywały podchodzenia do brzegu wody dopóki nie pojawią się strażnicy parku, więc stojąc na chodniku wpatrywaliśmy się w szare wody zatoki zlewające się z błękitnoszarym niebem. Żadnych fal, cisza i spokój. I nagle, nie przerywając ciszy, z wody zaczęły co chwila pojawiać się szare trójkąty. Tu, tu, tam, trochę bardziej w prawo, trochę w lewo. Szepty w tłumie, strzelanie migawek (lub mp3 wgranych do cyfrówek bez migawek), wyciągnięte ręce wskazujące na wodę. A ja na policzkach poczułam łzy. Zaskoczyły mnie, bo zupełnie nie przypuszczałam, że tak zareaguję gdy w końcu zobaczę prawdziwego dzikiego delfina pluskającego się kilka metrów ode mnie.

IMG_5241

W końcu przyszli strażnicy parku z wiaderkami. Weszli do wody i pozwolili nam zrobić to samo. Staliśmy wzdłuż brzegu próbując zorientować się, które miejsce będzie najlepsze, skąd najwyraźniej zobaczymy delfiny. Jednocześnie oczywiście nikt się nie przepychał, tylko jakoś tak mimochodem minimalnymi ruchami ponad sto osób wierciło się próbując jednocześnie stanąć dokładnie naprzeciw trójki strażników.

IMG_5167

Nagle miejsce przestało być ważne, bo delfiny przypłynęły.  Pływały wzdłuż nas często w odległości mniejszej niż metr. Podpływały przypatrując się nam (lub naszym nogom), klinięciami wymieniając między sobą uwagi (pewnie dotyczące czyichś butów), i kusząc, tak bardzo kusząc, żeby zostać pogłaskanymi. Przecież wystarczyło tylko się pochylić i włożyć rękę do wody…

IMG_5221

IMG_5224

Dla ludzi dotyk jest niezwykle ważny. Jest to jeden z naszych zmysłów, opisuje nam  świat i często przekazuje informacje dodatkowe, takie jak uczucia osoby, która nas dotyka lub którą dotykamy. Dotyk matki, ukochanej osoby, dziecka, czochranie psa lub głaskanie kota – dotykając w ten sposób przekazujemy swoją miłość, przyjaźń, zachwyt. Prawdopodobnie dlatego w tak wielu ludziach drzemie marzenie o dotknięciu dzikich, podziwianych zwierząt  – słonia, lwa, szympansa, niedźwiedzia (nie mówcie, że nigdy, przenigdy nie mieliście ochoty poczochrać grizzli za uchem). Lecz o ile nikt o zdrowych zmysłach jednak nie wyciąga instynktownie dłoni w stronę nieuśpionego (lub otumanionego) tygrysa, to zupełnie inaczej dzieje się w przypadku delfinów. Przecież wyglądają tak niewinnie, płynąc tuż obok wręcz zachęcają nas do interakcji, mądrze i spokojnie na nas patrzą (nie to co rekin, któremu z oczu jednak źle patrzy) jakby sięgały do dna naszej duszy, no i najważniejszy argument – uśmiechają się do nas. Otóż, i to kolejna mądra rzecz jaką napiszę na tym blogu – nie, delfiny się nie uśmiechają. Po prostu tak mają ukształtowany swój dziób, a coś co my interpretujemy jako uśmiech jest chyba największy oszustwem natury.  To tylko dziób, ale kryjący w sobie bardzo ostre zęby. Delfiny są (przepraszam, jeśli zranię tym zdaniem fanów “Flippera”) drapieżcami. Takimi samymi jak lew, tygrys, hiena, wilk czy nasz domowy kotek. Problem w tym, że nie wyglądają groźnie, a przynajmniej wystarczająco groźnie. A gdy dodać do tego informacje o ich niespotykanej inteligencji, to mamy gotowy przepis na katastrofę. Czy ktoś (wyłączając z badania rodzica w momencie totalnej wściekłości) wsadziłby swoje dziecko do basenu z rekinami? Nie. A do basenu z delfinami? A czemu by nie?

A delfiny… cóż, może niekoniecznie człowieka zjedzą (ostatecznie jednak nie są rekinem), ale pogryźć już mogą, i to boleśnie. Tak, delfiny potrafią  agresywne w stosunku do ludzi.

Dlatego w Monkey Mia kategorycznie nie wolno delfinów dotykać. Jest to zresztą zabronione prawem, a nie tylko “widzimisiem”  strażników parkowych.

Odkąd wprowadzono takie ograniczenie znacząco zmalała liczba pogryzień ludzi przez delfiny. Delfiny, tak jak i my, doceniają wagę dotyku. Same uwielbiają się o siebie ocierać, badać dziobem czy płetwami, miziać, gilgotać, przytulać. Lecz nie znamy ich kodu dotykowego, nie rozumiemy mowy ciała i coś co dla nas jest pogłaskaniem, dla nich może okazać się drażnieniem lub zaatakowaniem. I wtedy odpowiadają atakiem.

Ok, nie powiem, że było łatwo. Naprawdę, pohamowanie się przed choćby muśnięciem delfina przepływającego przede mną pół metra, było niezłym wyzwaniem. Na szczęście (może po przygodzie z krokodylem w Darwin?) mój rozum zwyciężył z sercem.

Staliśmy więc w płytkiej wodzie, delfiny pływały to w jedną to w drugą, a strażnicy opowiadali nam o nich różne ciekawostki i fakty. A jest tego sporo. I o ile fajnie jest się dowiedzieć od kompetentnych osób nowych rzeczy, to przyznaję, że nie do końca tym razem słuchałam.

IMG_5297

Wszystkie moje zmysły (a więc i słuch) skoncentrowały się na delfinach. I nawet najprzystojniejszy, opalony i inteligentny gość w szortach nie był w stanie uzyskać na tyle mojej uwagi, żebym skupiła się na tłumaczeniu z angielskiego na swój. W przedbiegach przegrywał z kliknięciami, które czasem było słychać spod wody. Uczciwie mówiąc – pewnie nawet bym wtedy nie zauważyła, gdyby z wody wynurzył się sam Shah Rukh Khan w tej seksownej koszuli z teledysku do “Kabhi Khushi Kabhi Gham (https://www.youtube.com/watch?v=TDmLSuXt-ZE&spfreload=10 – dla niecierpliwych i niewiernych – 5:07 sek teledysku)”. Dlatego pisząc ten post musiałam przekopać się przez kilka prac badawczo – naukowych, parę książek przywiezionych z wyprawy i kilka filmów. Oto efekt.

3. Poręczny penis ułatwiający życie, cztery sposoby na obiad (lecz żaden nie zakłada użycia penisa) i bulwersujące założenie, że wszyscy jesteśmy zwierzętami.

Delfiny są ssakami, które ewoluowały na opak. Nie wiemy dlaczego tak się stało, hipotezy są dwie, a przynajmniej ja na dwie trafiłam. Po pierwsze mogły być ssakami lądowymi, które w wodzie znajdywały więcej jedzenia łatwiejszego do złapania i stopniowo przechodziły zmiany dostosowujące je do życia w wodzie. Druga sugeruje, iż na lądzie ssaki te spotykały się z jakimś zagrożeniem ze strony innych istot, i uciekając przed nim chroniły się w wodzie.

Niezależnie od przyczyny, efekt końcowy jest zdumiewający.  Idealnie opływowe ciało, bez żadnych zbędnych wystających części (penis, ale również sutki samic są schowane w ciele i wysuwane w ramach potrzeby. I tu ciekawostka numer jeden – delfiny potrafią mieć erekcję na życzenie i takim penisem podnoszą sobie różne rzeczy. Przynajmniej tak twierdzi Alan Rauch), z całym szeregiem udogodnień (system grzewczy, układ oddechowy dostosowany do nurkowania) i rozwiązań pozwalających im żyć w wodzie, a jednocześnie pozostać ssakiem oddychającym powietrzem.

Pierwsze co mnie zadziwiło (i nie była to erekcja na życzenie) to sposób w jaki delfiny śpią. Ponieważ delfiny oddychają świadomie, kontrolując tą czynność mózgiem (w przeciwieństwie do nas), nie mogą zasnąć, bo wtedy przestałyby oddychać. Odkryto to podczas badań, gdy Marynarka Wojenna USA uśpiła delfina przed operacją, a ten po prostu się udusił. Kolejny również. Nie wiem po ilu nieudanych operacjach (i zmianach anestezjologa) odkryli w czym rzecz, ale historia dość ponura… Delfiny śpią połową mózgu, drugą połową kontrolując niezbędne procesy, a po jakimś czasie połówki się zamieniają. Swoją drogą ja tak śpię od ponad czterech lat i myślę, że każda mama wie o czym mówię. Da się.

Dodam jeszcze, że delfiny oddychają otworem zlokalizowanym na czubku głowy, który się zamyka podczas nurkowania. Ich dziób (czyli tak jakby usta) nie jest połączony z płucami i nie bierze udziału w nabieraniu powietrza. Dlatego często płynąc jachtem można zobaczyć same czubki głów delfinów pojawiające się co jakiś czas nad wodą, bez wystawiania dzioba.

IMG_5264

Gdy delfiny się obudzą, to robią właściwie to, co i my. Oprócz chodzenia do pracy oczywiście. Zdobywają pożywienie, czyli ryby, krewetki a nawet ktoś gdzieś zanotował pożarcie przez delfiny malutkiego rekina (gdy przeczytałam to zdanie, to zrobiło mi się żal tego rekinka). Zwykle to rekiny są zagrożeniem dla delfinów, chociaż sprawa nie jest taka prosta. Właściwie każdy delfin ma na swoim ciele szereg blizn po zębach rekina. Często są to potworne kawałki wyrwanego mięsa, czasem draśnięcia. jednocześnie ssaki te mają olbrzymią zdolność regeneracji i nawet potężne pogryzienie potrafi dość szybko się u nich zagoić. Spotkania z rekinami skutkują też pogryzieniem płetwy grzbietowej, i dlatego każdy delfin ma ją inną (a naukowcy mogą w ten sposób prowadzić swoje badania rozpoznając osobnika po kształcie wystającej z wody płetwy). Jednakże rzadko zdarza się, żeby rekin zabił dorosłego delfina. Delfiny potrafią się bronić dziobami, są zwinne i szybki, więc często dają radę uciec, no i najważniejsze – często przebywają w grupach, więc w przyjaciołach siła. Kilka delfinów potrafi nieźle dać w kość samotnemu żarłaczowi, a jedną z taktyk jest rozpędzanie się i walenie wroga “z byka”. Ponad 150 kg pędzące z prędkością 40 km/h tryknięcie budzi respekt nawet u rekina tygrysiego.

Przypuszcza się również, że zdumiewająca zdolność delfinów do symultanicznych ruchów (na pokazach to są jednoczesne, idealnie zsynchronizowane skoki dwoch lub więcej sztuk) jako jedno z zadań ma na celu zmylenie atakującego drapieżnika, który skołowany gubi się w kierunku, w którym ma podążyć. Swoją drogą – historie wywolujące wzruszenie o tym jak to grupa delfinów uratowała surfera przed rekinem świadczą najprawdopodobniej o instynkcie grupowym w sytuacji zagrożenia i ich niechęci do rekinów, a nie (co sugerują autorzy artykułów w prasie) o jakiejś szczególnej sympatii delfinów do surferow, czy człowieka jako takiego.

Dlaczego więc rekiny są tak groźne? Ano dlatego, że w większości atakują małe delfinki i najczęściej robią to skutecznie. Matki bronią swoich dzieci jak mogą, ale i tak straty są znaczne. Choć oczywiście są też spotkania, gdy rekin zostaje pokonany, a matka i jej delfiniątko zostają z kolejnymi bliznami.

 

IMG_5254

Ale zanim dojdziemy do tego, jak delfinica zostaje matką (i tam będą te wszystkie pyszne słowa na es, pe i wu), wracam do jedzenia.  Delfiny (mówię o butlonosych delfinach) dziennie potrzebują dość sporo, bo około 15 kg ryb. Ale ponieważ są inteligentne  (o tym za chwilę) to wypracowały szereg strategii pozwalających im na szybkie zrobienie zakupów.  Z najciekawszych mogę powiedzieć o grupowym spędzaniu ławicy ryb w jeden wirująco-kotłujący się olbrzymi balon, i podczas gdy reszta delfinów pilnuje, by ławica się nie rozpierzchła, kolejny delfin, gdy przyjdzie na niego kolej, nurkuje do środka takiego wiru i szybko wrzuca coś na ząb. Skuteczne i banalnie proste.

Na jednym z filmów widziałam też delfiny goniące upatrzoną rybę w taki sposób, że w kluczowym momenie podpływały pod nią i obracały się brzuchem do góry (do powierzchni wody). A potem taką uwięzioną rybę “nabierały” brzuchem wprost do dzioba. Naprawdę warto to zobaczyć, choćby na youtubie. W filmie, który kupiliśmy w Monkey Mia jest też niesamowity fragment pokazujący jak dorosła delfinica łapie rybę, ale nie połyka, tylko powtarza z nią taki manewr kilkakrotnie. A wszystko po to, żeby zademonstrować swojemu pływającemu obok dziecku jak zdobyć obiad. Potem pomaga mu ćwiczyć. No wypisz wymaluj tak samo uczę moje dzieci obsługi widelca.

Ale jest w Shark Bay jeszcze bardziej niesamowita grupa delfinic. Jako jedyne na świecie (a przynajmniej nigdzie indziej nie udało się tego zaobserwować) łapią ryby … surfując. Absolutnie szczęka na ziemi leży po zobaczeniu czegoś takiego, serio. Te samice korzystają z fal, które wpływają na płaski i płytki brzeg, zapędzają tam ryby, a potem dosłownie surfując brzuchem po mokrym piasku bez problemu łapią taką szamoczącą się, wyrzuconą na ląd rybę. Takiej techniki od matek uczą się wyłącznie ich córki i jak na razie nie wiadomo, czemu panowie nie znajdują w tym radości. Jest adrenalina, można się popisać i poszpanować zręcznością, jest prędkość i ryzyko wypadku (utknięcie na piasku), czyli wszystko to co mężczyźni uwielbiają.

I na koniec dochodząc do ostatniego niezwykłego sposobu zdobywania pożywienia trafiamy na mój ulubiony temat, czyli dyskusję nad tym, co odróżnia zwierzęta od ludzi. Prywatnie wyznaję pogląd, że właściwie nic, jesteśmy kolejnym gatunkiem zwierząt, a gdy słyszę argumenty o  naszych możliwościach obserwacji, analizy, nauki, rozwoju i tworzenia to staje mi przed oczami fragment o myszach z jednej  z moich ulubionych książek – Autostopem przez Galaktykę.  Od chwili, gdy go poznałam ilekroć wpadam w ton bezdyskusyjnej argumentacji z przekonaniem, że wszystkie fakty popierają moją wygłaszaną tezę, więc jest ona jedyną słuszną, w głowie dźwięczy mi: pamiętaj o myszach.

Rozumiem więc, że nie wszyscy muszą się zgodzić z moim poglądem i część wciąż wskazuje na kolejne przymioty, które mamy my, a zwierzęta nie mają. I nie chodzi tu o pogadankę, którą zaserwował mi ksiądz na lekcji o posiadaniu (a contrario o nieposiadaniu) duszy, bo o ile mi wiadomo nikt duszy ani ludzkiej ani zwierzęcej na oczy nie widział, więc ciężko o niej dyskutować. Mówię o twardych, niepodważalnych (do czasu), naukowych dowodach. Jednym z nich była teza, iż tylko ludzie potrafią wytwarzać i używać narzędzia. Teza obalona nie tylko przez szympansy, orangutany i goryle, ale też przez zwykłe kruki lub nawet, o zgrozo!, przez ośmiornicę. Również przez delfiny, o czym za chwilę.

Kolejna, bardziej skomplikowana, stanowiła, iż tylko ludzie mają kulturę, zachowania kulturowe. I jak to zwykle bywa w środowisku naukowym innym niż nauki ścisłe, wciąż toczy się dyskusja (lub kłótnia) o to, czym jest kultura. Jednakże mówiąc dość szeroko w każdym z twierdzeń pojawiają się dwa kryteria: zachowanie musi wynikać z nauki poprzez obserwację i interakcje z innymi, a po drugie takie zachowanie musi wyodrębnić grupę osobników uczestniczących w danej kulturze i świadomie się po tym identyfikujących jako społeczność i tych spoza. Przekładając na normalny język – część młodzieży (nie znam się na dzisiejszej młodzieży, więc odwołam się do zamierzchłych czasów i własnych doświadczeń) słucha metalu. Mało, że słucha – ubiera się odpowiednio, chodzi na koncerty, skanduje te same hasła, myśli we właściwy sposób, itp. Kulturowe zachowanie społeczne, nic dodać nic ująć. Ta młodzież potrafi się rozpoznać w tłumie, i częściej razem spędza czas z sobą, bo ma o czym rozmawiać : ) Ale jednocześnie spotyka się z członkami innych kultur w szkole, w okolicy, na ulicy, zajęciach dodatkowych czy boisku. Wchodzi więc w interakcje z innymi osobnikami swojego gatunku, mówiąc oficjalnie. Jak sprawdzić, czy takie zachowanie ma miejsce w świecie zwierząt, skoro zwierzęta nie dadzą nam znać, że uważają się za członków specyficznego “podzbioru”?  W Monkey Mia udało się to zaobserwować. Shark Bay jest miejscem, gdzie  prowadzone są badania nad zachowaniem dzikich delfinów z górką dwadzieścia lat, co pozwoliło na zebranie niezłej ilości danych. I w ten sposób odkryto zadziwiającą rzecz. Otóż są tam delfiny, które wypracowały specyficzny sposób szukania pożywienia wśród ogromnych połaci podwodnych łąk zlokalizowanych w tamtej okolicy. Aby uniknąć zranienia przez ostre kamienie czy szkaradnicę (takie morskie monstrum wyglądające tak jak nazwa wskazuje) dzioba, którym przeszukują gęstwinę traw morskich w poszukiwaniu małż, ślimaków czy ryb, zakładają na dziób gąbkę morską w kształcie koszyka. Tak otulony pysk  mogą w miarę bezpiecznie wszędzie wtykać. Ten sposób polowania oprócz używania narzędzia jest o tyle niezwykły, że nie zakłada grupowej aktywności, co stoi pozornie w sprzeczności z temperamentem delfinów, które lubią mieć towarzystwo. Tak więc te polujące z gąbką na dziobie są grupą delfinów lubiących spędzać część czasu samotnie.  Co więcej  taki sposób zdobywania pożywienia jest bardziej czasochłonny, można więc śmiało powiedzieć, że mamy grupę delfinów pracoholików. I monitorując aktywność społeczną poszczególnych delfinów naukowcy odkryli, iż “gąbkujące” delfiny spędzają potem ze sobą dwa razy więcej czasu niż z innymi “niegąbkującymi” delfinami. Tadam – mamy osobniki nieludzkie świadome inności swojej kultury.

I jeszcze małe uzupełnienie (uprzedzałam, że post jest długi, a i tak hamuję się przed zamieszczeniem wyjaśnienia, dlaczego “gąbkowanie” jest zachowaniem przekazywanym z matki na córki, mimo, że synowie wiedzą o nim, bo ileś czasu na początku też spędzają z matką. Ale wyjaśnienie to zahacza o biologię i strukturę DNA w mitochondriach, więc z ulgą tego artykułu nie tłumaczę). Dlaczego część delfinów wybiera szukanie ryb w wydawałoby się nieefektywny sposób w utrudnionych warunkach. I dlaczego nie używa w tym celu słynnej echolokacji, tylko naraża dziób na zranienie. Na pierwsze pytanie nie ma jeszcze super pewnej odpowiedzi, ale trwają badania nad porównaniem wartości odżywczej diety delfinów “gąbkujących” od “niegąbkujących”, i wychodzi na to, że te “gąbkujące” po prostu znalazły sposób na włączenie do swojej diety składników dotychczas niedostępnych, a występujących w małych, zagrzebanych w piasku i trawie rybach. Tak, to trwająca ewolucja, świadcząca o możliwości zmiany diety na inną, pierwotnie nie przewidzianą przez naturę (my jako ludzie też tak zrobiliśmy, choćby z mlekiem krowim). A rybki są nie do zobaczenia za pomocą systemu echolokacji, bo … nie mają pęcherza powietrznego, który zwykle ryby mają. W przez to w obrazie wyglądają dla delfina jak woda, bo nie ma nic, co by je odróżniało, czyli mówiąc wprost – są niewidoczne dla sonara. Stąd konieczność poszukiwań ręcznych (dziobowych).

4. O nie, moja wątroba jest naga!

W ten sposób w mini pracy doktorskiej na temat delfinów dotarłam do kolejnego rozdziału. Ziewającym pragnę zwrócić uwagę, iż pominęłam potężny rozdział o systematyce rodzaju i podziale na rodziny, gatunki i spokrewnione inne ssaki.

Delfiny mają doskonały wzrok, mało tego (i tu znów dowód na podobieństwo matek ludzkich do delfinów) ich oczy potrafią patrzeć w dwóch różnych kierunkach na raz (choć tylko w płaszczyźnie i do dołu, dlatego łapiąc rybki metodą “na brzuch” obracają się, żeby zobaczyć rybę, bo nie widzą jej pływającej nad swoją głową).

Ale nawet przy tej modyfikacji,  tradycyjny wzrok  w ich świecie nie sprawdza  się najlepiej. Tam, gdzie pływają, światła jest mało, lub woda jest zamulona, lub po prostu wzrok nie sięga tak daleko przez wodę, żeby zapewnić potrzebne bezpieczeństwo.  Świat delfinów to świat dźwięków i powiązanej z nimi echolokacji. W przedniej części ich czaszki jest zlokalizowane bardzo skomplikowane coś (organ znaczy się), za co google glasses oddałoby fortunę. Nie wchodząc w szczegóły (naprawdę skupiam się na skracaniu tekstu), za pomocą serii kliknięć delfin wysyła sygnał, który odbity od badanego obiektu wraca do delfina i na tej podstawie jego mózg jest w stanie stworzyć sobie obraz uwzględniając odległość, rozmiar, gęstość i grubość. Mało imponujące? To co powiedzieć na to: naukowcy próbując zrozumieć w jaki sposób delfiny tworzą obraz przedmiotu za pomocą echolokacji robili szereg eksperymentów. W jednym z nich wkładali do basenu przedmiot ukryty w metalowej ramie osłoniętej materiałem, tak aby delfin nie byl w stanie go zobaczyć za pomocą wzroku. Następnie pokazywali mu na powierzchni prezentowali mu dwa różne przedmioty, a delfiny ZAWSZE wskazywały ten właściwy, który wcześniej był ukryty. Mało tego – delfiny potrafią rozróżnić materiały różniące się między sobą  grubością 1 mm. Co z tego wynika? Ano to, że nurkując z delfinami można sobie darować zakładanie kostiumu. One i tak widzą nas nago. Te wszystkie piersi, waginy  i penisy – nic co ludzkie nie jest im obce.  Mało tego – widzą nago nasze narządy wewnętrze i szkielet. Och…

A pozostawiając żarty z boku i dochodząc do smutnej refleksji – to jest prawdopodobnie jeden z głównych powodów, dla których delfiny w niewoli popełniają samobójstwo. Ich echolokacyjne widzenie sięga na odległość ponad 30 kilometrów. Czy tak trudno zrozumieć jaką torturą jest dla nich zamknięcie w choćby największym basenie? Gdy dzień w dzień widzą tylko naciskające na nich ściany? Gdy nie mogą zobaczyć nic więcej, a są stworzone by widzieć więcej? Pewnego dnia podejmują decyzję i  po prostu za pomocą mózgu przestają oddychać. I toną.

Wiem już teraz, że nigdy nie odwiedzę żadnego delfinarium z pokazem sztuczek wiecznie uśmiechniętych, przeraźliwie nieszczęśliwych istot.

IMG_5291

5. Ulubione zabawy istot inteligentnych płci obojga, w tym słynna zabawa w doktora. Będzie się działo…

Delfiny są inteligentne. Jeśli porównamy wielkość ich mózgu do masy ciała, to jest ona jedną z największych u ssaków. Lecz nie w wielkości siła, a w ilości bruzd, czyli strukturze mózgu. Gęsi mają mózg prawie płaski, delfiny – bardzo podobny do naszego. Mają więc potencjał. I mają dużo wolnego czasu, bo potrafią w sposób szybki i efektywny złapać jedzenie, co nie zabiera im większości dnia. I najważniejszy czynnik – nie mają dostępu do internetu i serwisu Pudelka. Trzy warunki niezbędne do stania się istotą inteligentną.

Dzięki tak sprzyjającym okolicznościom delfiny miały czas na wytworzenie a potem utrzymywanie skomplikowanych i wielowymiarowych więzi społecznych. To temat na naprawdę długą pracę naukową, więc wspomnę tylko kilka pojedynczych faktów. Delfiny mają swój język. My go absolutnie nie rozumiemy i nie umiemy naśladować, ale wciąż próbujemy (zresztą zakres tonalny dźwięków wydawanych przez delfiny jest poza naszym zasięgiem). Wiemy już, że każdy z delfinów ma swoje imię – unikalny zestaw gwizdów i tonów, który go charakteryzuje. Rozmawiając z innymi delfinami najpierw mówi swoje imię, żeby było wiadomo z kim jest prowadzona rozmowa (gdy na przykład delfiny się nie widzą). Drugi delfin odpowiadając też zaczyna od swojego imienia. Ba, podobno mogą się nawzajem poszukiwać wywołując imię kolegi. Jakoś niepokojąco przypomina mi to konwersacje na FB…

Mnóstwo czasu spędzają w rożnych grupach wzajemnie się dotykając (ich skóra jest niesamowicie wrażliwa), ocierając i wręcz przytulając. Mają swoje zabawy. Jedną z nich jest zakładanie sobie na dziób lub boczną płetwę jakiegoś przedmiotu (wodorostu, gąbki, muszli) i ucieczka z nim, podczas gdy pozostałe próbują ten przedmiot przejąć. Nasz podwórkowe połączenie berka i piłki nożnej. Na Bahamach Wayne Scott Smith nurek zaprzyjaźnił się z dzikimi delfinami nurkując przez kilkanaście lat w ich towarzystwie. Obserwując tą zabawę postanowił się dołączyć i zaproponował delfinom kolorową chustkę, zwykłą bandamkę. Delfiny nie zawiodły i z radością śmigały w wodzie z bandamką na dziobie. Czasem świadome olbrzymiego dysonansu pomiędzy ich gracją w wodzie, a “niezgrabnością” i powolnością Scottiego, specjalnie zwalniały podpływając blisko niego i pozwalając mu zabrać im chustkę. A gdy nurek odpływał doganiały go, przejmowały materiał i uciekały w najlepsze. Większość chustek została przez nie gdzieś zaniesiona i zachomikowana, a niektóre na koniec zabawy zwracały człowiekowi.

Inną społeczną aktywnością, która zajmuje delfiny jest seks. Tak, w końcu do niego dotarłam. Jako jedne z niewielu zwierząt traktują seks jako dobrą rozrywkę, a nie wyłącznie czynność prokreacyjną. Jednocześnie, ponieważ nie wyznają żadnej religii i nie mają nad sobą osobników zakazująco-kontrolujących w imię nie-wiadomo-czego (tzn. w imię posiadania władzy moim skromnym zdaniem), seks jest dla nich absolutnie naturalnym zachowaniem i delfinia młodzież ma pełne przyzwolenie na eksplorowanie tej dziedziny. Petting (kiedyś było to niesamowicie wyzwolone słowo w prasie młodzieżowej typu Bravo Girl, nie wiem czy ciągle obowiązuje), dotykanie swoich obszarów intymnych, stymulowanie, badanie, sprawdzanie działania – to wszystko sprawia, że seks dla delfinów nie ogranicza się do szybkiej penetracji. To cały taniec, uwodzenie, dawanie przyjemności, lekkie gryzienie, muskanie, głaskanie, dopasowywanie się, a penetracja jest tylko krótkim epizodem. Czyż nie brzmi pięknie? Tantra podwodna i tyle.

I coś co może niektórych zmartwić (tych co wierzą w naturalny czarno-biały porządek świata wykluczający kolory tęczy) – delfiny, jak wiele innych zwierząt, stymulują się również w grupach jednopłciowych. O ile w przypadku samic można mieć wątpliwości lub uznać to za zwykłe społeczne przytulanie się (takie coś jak niewinne, tolerowane nawet w krajach arabskich trzymanie się za rękę na ulicy dwóch dobrych przyjaciółek), to w przypadku samców wirujących wokół siebie i ocierających się brzuchami z widoczną erekcją nie ma co już lecieć w kulki i mówić, że to taka gra siłowa na wzór footballu amerykańskiego.

No i mało rozpowszechniana informacja – w społecznościach delfinów zdarzają się gwałty. Gdy męski gang dojdzie do wniosku, że czas zaszaleć, to potrafi odciągnąć wybraną samicę od stada, otoczyć ją, a potem pomijając lub skracając pieszczoty, po prostu kopulować po kolei.

A jak rozpoznać czy mamy spotkanie z delfinem czy z delfinicą? Otóż, zakładając, że osobnik właśnie niczego nie podnosi z dna za pomocą penisa we wzwodzie na życzenie, jedyną szansą jest zobaczenie ilości otworów na brzuchu, przy czym należy uważać i się nie pomylić, bo wyjątkowo samce mają dwa otwory, a samice jeden (plus dwie małe jamki po bokach, kryjące sutki). Ponieważ delfiny naprawdę mają idealnie uformowane ciało do pływania, penis i jądra są schowane wewnątrz ciała. Ssaki lądowe mają je ulokowane na zewnątrz ciała głównie ze względu na uniknięcie ryzyka przegrzania jąder skutkującego bezpłodnością. Delfiny natomiast wypracowały specjalny system chłodzący – sieć żył łączy ich jądra z płetwą grzbietową i ogonową, tak aby przez cienką powierzchnię płetw odprowadzać ciepło z jąder.

Niestety nie bardzo mam pomysł jak to przełożyć na ludzkie możliwości fanów obcisłych dżinsów i miłośników podgrzewanych foteli samochodowych – może powinni chodzić bez skarpetek i czapek?

IMG_5300

6. Ogonem naprzód, a potem do góry i reszta już z górki.

Tam gdzie seks, tam i rozmnażanie. Dość ciekawym rozwiązaniem, dzięki któremu delfiny mogą uprawiać seks dla czystej przyjemności bez konsekwencji wychowywania zbyt dużej liczby  potomstwa i płacenia znacznych kwot za skuteczną antykoncepcję jest spontaniczna owulacja.  Samica sama określa kiedy jest gotowa na kolejną ciążę i zwykle jest to związane z usamodzielnieniem się posiadanego już potomstwa. U delfinów butlonosych ciąża trwa dwanaście miesięcy. Mały delfinek siedzi w macicy ciasno zwinięty, a żeby zaoszczędzić miejsce jego płetwa grzbietowa i ogonowa są złożone, tak aby być jak najmniejszym. Delfinek rodzi się ogonem najpierw, a to dlatego, że w przeciwieństwie do ludzi jak najdłużej jest podłączony w ten sposób do systemu oddychania przez pępowinę. Gdy z jakiegoś powodu poród się przedłuża i maluch “utyka” w połowie, nie grozi mu utonięcie, tak jakby to było w przypadku wysunięcia głowy najpierw. Po porodzie obie płetwy (ogonowa i grzbietowa) rozprostowują się jak parasolka, a widoczne na nich zmarszczki i zagniecenia znikają w ciągu kilku tygodni. Od samego początku delfinek potrafi pływać, ale robi to dość nieporadnie, więc matka najczęściej dziobem podprowadza go do powierzchni wody, żeby zaczerpnął pierwszego oddechu. A potem taki maluch przez kilka godzin wygląda trochę jak korek skaczący w wodzie i musi minąć trochę czasu, aż opanuje umiejętności nurkowania i wypływania. Matka ma go cały czas w zasięgu wzroku, pomagając dziobem lub płetwami w pierwszych “krokach” w wodzie. To szalenie ważne, żeby nie zgubić nigdzie maleństwa, bo… delfinek przez około tydzień nie potrafi jeszcze ani wołać swojego imienia, ani rozpoznać imienia wołającej go matki. Więc zniknięcie z oczu może mieć katastrofalne skutki.

Zaobserwowano, że na około tygodnia przed porodem matka rozmawia ze swoim dzieckiem ucząc go swojego imienia, ale potem musi minąć kolejny tydzień poza brzuchem, żeby nauka odniosła skutek. Dlatego zwykle przez pierwszy tydzień po porodzie matka nic nie je (brzmi znajomo : d).

Gdy przydarzy się nieszczęście i urodzi się martwe delfiniątko, delfinice potrafią całymi tygodniami pchać je w wodzie swoim dziobem, aż na końcu niosą tylko resztki już w niczym nie przypominające ich dziecka.

Ssanie mleka w wodzie nie jest takie łatwe, ale i na to jest sposób. Generalnie chodzi o to, żeby do dzioba malucha dostało się samo mleko bez wody morskiej. Przypuszcza się, że z tego powodu na krawędziach języka delfinek ma takie jakby frędzelki. Gdy zwija język w tubkę frędzelki domykają go od góry i w ten sposób powstaje tunel – rurka, która jest wsuwana do otworu mieszczącego sutki (jak pamiętacie sutki nie wystają). Matka bierze czynny udział w karmieniu i sama wystrzeliwuje mleko wprost do językowej rurki swojej pociechy. I tak co dwadzieścia minut dwadzieścia cztery godziny na dobę. Skąd ja to znam?

Dodam na zakończenie tematu laktacji, iż mleko delfina jest około pięć razy bogatsze niż ludzkie. Pełną samodzielność związaną z umiejętnością samowykarmienia się delfinek osiąga po około dwóch latach. Wtedy zwykle rodzi się kolejne dziecko i cykl zaczyna się od nowa.

Delfiny uczą się życia w społeczności od matek, ale nie tylko. Po jakimś czasie od porodu w miejsce gdzie przebywa matka z młodym przypływa cała gromada innych samic ze swoim potomstwem w różnym wieku. Po pierwsze żeby go poznać i przyjąć do społeczności, a po drugie, żeby mały mógł zacząć bawić się i socjalizować z innymi młodymi delfinami, które w dorosłym życiu będą stanowiły jego delfinią rodzinę.

Podwórkowe spotkania pod wodą, ot co.

 7. Jeden dzień

Właściwie na tym mogłabym zakończyć wpis o delfinach. Jest tego sporo, a i tak robiłam brutalną selekcję tego, czego się dowiedziałam w trakcie zbierania materiałów. Nie pisałam o przemyśle tuńczykowym i innych zagrożeniach dla delfinów ze strony człowieka. Pominęłam większość numerków, które wg mnie niewiele wnoszą do zachwycenia się tymi niezwykłymi zwierzętami (długość, ciężar, ilość zębów, itp). Nie wnikałam w szczegółową fizjologię i działanie poszczególnych systemów organizmu delfinów (jakim cudem bez choroby kesonowej nurkują, Jak w ogóle nurkują bez balastu, jak się ogrzewają i chłodzą, jak trawią i oddychają). Odpuściłam całkowicie wymienianie różnych gatunków delfinów wyglądem zupełnie do siebie niepodobnych (orka kontra rzeczny delfin żyjący w Amazonii). Nie porównywałam głębokości nurkowania (zależy od gatunku i miejsca występowania), długości wstrzymywania oddechu i wysokości skoków ponad wodę (a niektóre potrafią skoczyć na kilkukrotność długości swojego ciała). To nie miał być post biologiczno naukowy. Chciałam opowiedzieć o zwierzętach, które mnie absolutnie zafascynowały i urzekły, opowiedzieć w taki sposób, żeby choć niektórych tym zachwytem zarazić. A jeśli nawet nie zarazić, to po prostu opowiedzieć o tym, jak niezwykłe istoty żyją razem z nami na tym świecie.

W Monkey Mia miałam niesamowitą możliwość zobaczenia ich dzikich i szczęśliwych. Naprawdę ciężko przecenić takie doświadczenie.

IMG_5259

Łzy płynęły mi więc po policzkach, strażnik parkowy opowiadał kolejne historie, a cała publiczność czekała na moment kulminacyjny. Bo w to miejsce  nie przychodzi się o 7 rano,  żeby wyłącznie popatrzeć na delfiny. Tutaj każdy ma nadzieję, że zostanie wyłapany przez jednego ze strażników z tłumu i będzie mógł  nakarmić delfina. Czad, nie sądzicie?

W latach siedemdziesiątych zanotowano, iż rybacy powracający z połowu karmili w zatoce rybami podpływające bardzo blisko delfiny. Od lat osiemdziesiątych zaczęto tutaj prowadzić długoterminowe badania i obserwacje. Jeden z pierwszych wniosków był dość smutny – dokarmianie delfinów przez ludzi stanowiące wspaniałe przeżycie dla nas bylo jednocześnie skazywaniem delfinów na katastrofę. O ile kilku rybaków nie miało takiego wielkiego znaczenia to setki turystów dziennie, które zaczęły tu przybywać, już tak. Karmione delfiny tracą umiejętności zdobywania pożywienia samodzielnie, a to skutkuje prędzej czy później śmiercią. Matki nie uczą tego swoich dzieci. Często bywało też tak, że matki w oczekiwaniu na kolejne dostarczane ryby przypływały na płytkie wody i zapominały wrócić do swoich młodych, które bez karmienia mlekiem umierały z głodu.

Jeden z delfinów tak bardzo uzależnił się od ludzi, że zupełnie przestał integrować się z innymi delfinami, i potem samotnie nie był w stanie przeżyć w oceanie.

Żeby jakoś unaocznić skalę szkód dokarmiania delfinów przez hordy turystów podam, iż w latach 1983 – 1994 tylko cztery młode delfiniątka przeżyły. Reszta albo zginęła z głodu czekając na matki, albo nie została przez nie nauczona jak dawać sobie radę na wolności i też zginęła.  Natomiast odkąd wprowadzono zakaz karmienia delfinów z wyjątkiem pokazów prowadzonych przez strażników parku, w latach 1995 – 2010 młodych, które osiągnęły wiek dorosły było już siedemnaście!

Delfiny zdecydowanie mają się więc lepiej, aczkolwiek strażnik opowiadam nam jak pewnego dnia podszedł do rybaków karmiących delfiny i poprosił ich o zaprzestanie tego, wyjaśniając powody. Obok pływała jedna z delfinic biorąca udział w kontrolowanym karmieniu. I tak się jakoś złożyło, że następnego dnia podczas pokazu ta delfinica pierwszy i jak na razie jedyny raz wpłynęła na płyciznę tak, że podcięła strażnkiowi nogi i przewróciła go do wody. Po czym odpłynęła. Przypadek?

Aktualnie obowiązuje prawo zabrania samodzielnego karmienia delfinów w całej Australii, a nawet celowego zbliżania się do nich  na odległość mniejszą niż 30 metrów (delfinom natomiast wolno się zbliżyć do człowieka czy łodzi – to spore pole do popisu prawników). Wyjątkiem jest show w Monkey Mia.

Tutaj codziennie, jeśli przypłyną delfiny (a szanse na to są 99%) strażnicy karmią pięć delfinic podczas jednego lub dwóch pokazów. Tylko pięć konkretnych, czyli Nicky, Puck, Suprise, Piccolo i Shock. Są dorosłe, doskonale polują w oceanie, potrafią wychowywać młode, a przede wszystkim – podczas karmienia dostają jedną, góra dwie ryby. Całą resztę do potrzebnych 15 kg muszą sobie same zdobyć.

Nowe delfiny, które są włączane do programu, muszą spełniać sporo warunków. Przede wszystkim muszą być samicami, a jak już wiadomo dość długo nie jest takie proste stwierdzić, czy chętny na rybkę to pan czy pani. Samice są wybierane, ponieważ z reguły są mniej agresywne niż samce, a chodzi o zminimalizowanie ryzyka ataku delfina na człowieka podczas karmienia. Muszą umieć polować i najlepiej, żeby odchowały choć jedno pokolenie. Przyzwyczajanie ich do brania ryby z ręki jest bardzo długie i spokojne, przerywane gdy tylko są jakiekolwiek niepokojące sygnały. Generalnie – to dość odpowiedzialny, ale przynoszący efekt proces.

Choć zdarzają się i takie osobniczki, które nie do końca pojmują ideę bycia karmionym przez ludzi, i na pokaz prawie zawsze przynoszą swoją zdobycz prezentując ją widowni jakby chcialy się podzielić lub pochwalić. Można i tak : )

IMG_5262

Strażnik przestał mówić i poprosił nas, żebyśmy z powrotem wyszli na brzeg. Wtedy delfiny wpłynęły na płytszą wodę. Osoby z wiaderkami pomagające w przeprowadzeniu przedstawienia zaczęły wybierać pięć osób (choć zwykle to były grupy przyjaciół lub rodzina, tak więc tam akurat bycie singlem zdecydowanie dyskryminowało). Wstrzymaliśmy oddech, wypchnęliśmy dzieci na wabia do przodu i … nie zostaliśmy wybrani. Ktoś inny dostał rybę do ręki i podał ją czekającym delfinom (z kategorycznym zakazem dotykania). Przedstawienie było skończone, pracownicy parku wyszli z wody, tłum zaczął się rozchodzić. Wtedy Tolek rozpłakał się.

Podeszła do nas jedna ze strażniczek i zaproponowała mu, żeby pomógł jej odnieść wiadro do biura. Trochę pomogło, ale chłopak chlipał całą drogę przez plażę. Pod biurem usłyszałam: jeśli będziecie na drugim spotkaniu ok dziesiątej i delfiny przypłyną, to was wezmę do karmienia.

Oczywiście domyślacie się, że byliśmy. Ponownie staliśmy w wodzie obserwując z takim samym wzruszeniem pływające i przypatrujące się nam delfiny. Słuchaliśmy kliknięć, powstrzymywaliśmy się przed wsadzeniem ręki do wody. A potem zupełnie przypadkowo przez inną strażniczkę zostaliśmy poproszeni o podejście do wiaderka, Tolek dostał do ręki rybę, pochyliliśmy się nad wodą, a centymetry od nas czekała delfinica z otwartym dziobem patrząc na nas swoimi niesamowicie mądrymi oczyma. Przestałam oddychać.

Gdybym miała wskazać jeden, jedyny dzień dla którego było warto jechać do Australii, to byłby to właśnie ten.

IMG_5304

IMG_5306

IMG_5311

IMG_5314

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *