T-bone po australijsku

Mam przyjaciela który jest wielkim smakoszem i koneserem wołowiny. To on pierwszy pokazał mi steki Kobe, delikatne jak krem paski mięsa z krowy, którą codziennie poi się piwem, masuje i raczy relaksacyjną muzyką. Czas na rewanż Bartku. Szkoda że nie ma Cię tu z nami. Specjalnie dla Ciebie przepis na australijskiego steka – coś z przeciwnego krańca spektrum, egalitarne a jakże pyszne.

  1. Idziesz do najbliższego spożywczaka. Nawet najbardziej zapadłe przedmieścia mają pokaźny wybór świeżej wołowiny, przynajmniej 4-5 rodzajów
  2. Kupujesz półkilowy T-bone za równowartość 30 zł
  3. Jeśli nie dysponujesz płytą, udajesz się do najbliższego parku lub na plażę. Darmowa, powszechna, elektryczna płyta do Barbecue jest największą zdobyczą kultury Australijskej.
  4. Wciskasz guzik, wykładasz mięso i obracasz. Tutejsze krowy spędzają życie na wolnym powietrzu i całe życie jedzą trawę. To co trafia do sklepów jest super świeże. Zachód słońca na plaży i wrzaski papug gratis.
  5. Sugerowana przystawka, tasmańskie ale z najstarszego browaru w Australii (1824)

Jeżeli myślisz o kupieniu biletu, ja stawiam obiad. Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *