Living Down Under

Sydney jest jak brzoskwinia. Największe miasto w Australii składa się z maleńkiego city i morza domków o czerwonych dachach. To przedmieścia, zwane tutaj suburbs są domem większości Sydneysiders. Powszechne zamiłowanie do mieszkania w domach powoduje że nieruchomości są małe, ceny z kosmosu a odległości przebywane przez dojeżdżających do pracy duże. Systemem krwionośnym spinającym miasto jest kolej podmiejska.

IMG_6926

Naszą wyprawę zaczęliśmy od tygodnia aklimatyzacji. Z małą pomocą naszych przyjaciół wynajęliśmy dom w Macquarie Fields, przedmieściu pozwalającym oddychać bo nieprzylegającym bezpośrednio do morza a jednocześnie położonym dość blisko centrum (niecała godzina do Sydney Central).

Zdjęcie 08.01.2014 19 35 05
Zdjęcie 08.01.2014 19 39 19

Za rogiem jest nawet rezerwat przyrody z kawałkiem prawdziwego buszu.

Zdjęcie 08.01.2014 19 10 36
Zdjęcie 08.01.2014 19 13 56

Zadziwiające jak niewiele przestrzeni wystarcza do życia w tym klimacie. Nie ma grzejników, ściany są grubości pięści, do składowania ubrań na cały rok wystarczy „komandor” w każdej sypialni. Nie ma też kotłowni, bo ogrzewanie, klimatyzacja i ciepła woda doprowadzone są z metalowych skrzynek na zewnątrz budynku.

Zdjęcie 08.01.2014 19 49 06

Rozkoszując się letnią nocą trzeba jednak pamiętać żeby po zmroku zamknąć szczelnie siatki w oknach i drzwiach. W przeciwnym razie rano czeka nas spotkanie oko w oko z karaluchem które tutaj zaczynają się od 5 centymetrów długości (zdjęcia brak, z wrażenia komórka wypadła mi z ręki..).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *