1788

Dawno, dawno temu za siedmioma morzami leżała Wyspa zamieszkana przez Ogrodników. Żyło im się dobrze. Przez 2-3 godziny dziennie pielęgnowali swoje ogrody, które w zamian dawały im pożywienie, schronienie i syciły oczy. Pozostały czas mogli poświęcić na rozmowy, malowanie i muzykę. A muzykę mieli piękną. Dudniącą, gardłową, chwytającą za serce i trzewia, tak mocną że nogi same podnosiły pył Ziemi.

Ogrodnikom niczego nie brakowało. Nie musieli robić zapasów, bo jedzenia mieli w bród, wystarczyło wiedzieć gdzie szukać. Nie pożądali też przedmiotów. Były zbędne. Przeszkadzały im się przemieszczać po ogrodzie żeby upewnić się że wszystko jest na swoim miejscu. Jedynym narzędziem którym Ogrodnicy pielęgnowali swoje Ogrody był ogień. Właściwie użyty spulchniał Ziemię, nawoził, pielił chwasty i kształtował krajobraz. Ogrodnicy byli Mistrzami Ognia. Używali go z iście chirurgiczną precyzją.

Cenili wiedzę. Ponieważ nie nosili ze sobą przedmiotów, ubierali ją w Pieśni. Śpiewali o geografii, biologii i ekologii swoich Ogrodów. Aby je poznać wyruszali w długie podróże do innych Ogrodów. Znajomość Pieśni dawała śpiewającemu prawo przejścia przez czyjś Ogród a gospodarzowi pewność, że gość wie jak się zachować. Czasem spotykali się żeby śpiewać razem. Na takie spotkania przybywało ich kilkuset, czasem z dalekich stron. Kiedy już się spotkali, rozmawiali, jedli, śpiewali i tańczyli tygodniami.

Choć Wyspa zasiedlona była przez wiele plemion składających się z wielu rodzin, każda miała swój Ogród i nie było najmniejszego kawałka Ziemi, która nie byłaby czyimś Ogrodem. Wraz z Ziemią Ogrodnicy odziedziczyli Prawo. Zabraniało ono surowo czynić sobie Ziemię lub bliźnich poddanymi. Zakazywało też Postępu. Ogrodnicy mieli upewnić się że przekażą Ogród potomnym w stanie nie lepszym i nie gorszym niż ten, w którym go zastali. Ich czas nie był linią jak nasz, lecz zbiorem pętli w większych pętlach w jeszcze innych pętlach. Wieczność była tu i teraz.

Ogrodnicy nie prowadzili wojen, bo nie było o co walczyć. Prawo stanowiło o ilości dzieci którą może mieć rodzina tak jak mówiło o właściwej ilości zwierząt i roślin w Ogrodzie. Dobrobyt nie prowokował więc swojego upadku. Choć deszcz na Wyspie jest wyjątkowo kapryśny, nawet susza stulecia nie zabijała ludzi. Tak mądre było Prawo.

I wtedy do Wyspy przybyli Barbarzyńcy. Prawo mówiło wyraźnie: nic w świecie się nie zmienia. Barbarzyńcy musieli istnieć od zawsze, tylko nie było o nich wiadomo. Ogrodnicy podzielili się z Barbarzyńcami swoimi ogrodami, ale Ci kierowali się innymi Prawami. Do Ogrodów wpuścili bydło które zadeptało rośliny a ze źródeł uczyniło błotne bajora. Ogrodnicy protestowali ale Barbarzyńcy nie słuchali ich. Zamiast tego postanowili nauczyć ich porządnie pracować od świtu do zmierzchu. Do niewykonujących poleceń strzelali, truli i zarażali chorobami, na które Ogrodnicy nie znali lekarstwa. Matkom Ogrodników odbierali dzieci aby dać im porządne Barbarzyńskie wychowanie: nauczyć co to Bóg, Postęp, Rozwój, Ekonomiczna Niewola i Ciężka Praca dla Barbarzyńców.

Jakież było zaskoczenie Barbarzyńców kiedy Ziemia pozbawiona ognia i miłości Ogrodników zaczęła spiekać się na wiór, pękać, kwitnąć solą bądź przeciwnie pokrywać się gęstwiną ostrych, ciernistych krzewów, których bydło nie chciało już jeść.

Dzisiaj nie ma już żadnego z dawnych Ogrodów. Twarz Ziemi zmieniła się nie do poznania. Wielu Ogrodników przesiedlonych, żyjących za ochłapy w rozbitych i dysfunkcyjnych rodzinach nauczyło się że alkohol jest ich ostatnim przyjacielem.

Inni, którzy przeżyli przyjmują swój los ze spokojem. Wiedzą, że to co się stało jest tylko zmarszczką czasu. Pięć lat temu przywódca Barbarzyńców przeprosił za to co zrobili Ogrodnikom, choć dalej wielu Barbarzyńców uważa, że nie ma o czym mówić. Nieśmiało odtwarzane są dawne Ogrody i odszukiwana dawna wiedza. Kilku najbardziej zdesperowanych Barbarzyńców, których farmy nie mogły już utrzymać żyjącego tam bydła udało się do Ogrodników po nauki.

Chociaż wolimy o tym nie myśleć nasz Świat też nie będzie rósł wiecznie. Być może jest coś, czego mogą nauczyć nas Ogrodnicy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *