On the road again

Decyzja o wracaniu wprawia umysł w specyficzny stan. Właściwie wtedy nie ma się ochoty zwiedzać i odkrywać nowych rzeczy, człowiek całym sobą jest już skoncentrowany na zmierzeniu się z zadaniem zgrania drogi, czasu, przeszkód i komplikacji, tak aby osiągnąć cel. Przynajmniej tak jest w naszym przypadku. Muminki były ostatnim akcentem wakacji i po nich przestawiliśmy się już w tryb powrotu. Właściwie zaplanowaliśmy w czwartek o 13:30 złapać w Helsinkach prom do Tallina. Ale w ostatniej chwili okazało się, że jednak uda się zorganizować spotkanie z naszym znajomym i jego rodziną, którzy mieszkają niedaleko. Decydujemy się więc spotkać na obiad (uprzedzamy Franka, że po czterech tygodniach w drodze wyglądamy na włóczęgów i tak też pachniemy, więc z porządnej restauracji mogą nas wyrzucić. Frank bierze to na siebie i proponuje bardzo szpanerską restaurację na nadbrzeżu). Wcześniej jedziemy do portu kupić bilety na wieczorny prom, bo zamierzamy przeprawić się i przenocować w Tallinie (inne ceny hoteli niż w Helsinkach, a już nie chcemy tracić czasu w drodze powrotnej na rozbijanie i składanie namiotu. Poza tym pościeli w namiocie przydałoby się pranie ;d). Najpierw pojawia się pierwszy problem – musimy zadeklarować czy nasze auto ma 2,40m czy 2,50m. Różnica w cenie biletu jest znacząca, więc idziemy zmierzyć Mrówka z namiotem na dachu. Nie mamy co prawda miarki, ale od czego natura wyposażyła nas w inwencję? Pożyczamy od Tolka kartkę A4 do rysowania i systematycznie przykładamy jej dłuższy bok w górę auta. Uff, jest ciut poniżej 2,40m, mamy tańszy bilet. Cieszymy się, dopóki pani w kasie nie oznajmia, że na dzisiaj już nie ma biletów. Nie mamy wyjścia, rezerwujemy pierwszy rejs następnego dnia, i zaczynamy szukać taniego hotelu w Helsinkach. Zaskoczenie – booking.com oferuje całkiem porządny nocleg za 350 zł. Kupujemy, i jedziemy na spotkanie z Saarą, Bellą, Noelem i Frankiem. Wyobraźcie sobie obiad w eleganckiej restauracji (obrus, sztućce, kieliszki) z trójką dzieci w wieku 1,5 – 4 lata. Ale jakoś się udało (głównie dzięki lizakom w formie łapówek) i nas nie wyrzucono.

4-28
Potem poszliśmy na krótki spacer po stolicy Finlandii. Nie mieliśmy w planach jej zwiedzania, więc nic ciekawego nie napiszemy, po prostu pooglądajcie widoki z nami.

5-23

9-15

10-16

12-13

13-12

14-10

15-9

17-7

18-7
Nasz hotel jest jakieś 10 min. od portu. Rano po śniadaniu wrzucamy w GPS hasło ‚Tallin’ i jedziemy. Wczoraj się udało, doprowadził nas na właściwe nadbrzeże. Dlaczego więc dziś miałoby nie być tak samo? Ano nie wiemy, wiemy natomiast, że te elektroniczne diabelstwo poprowadziło nas przez całe miasto do zupełnie innego terminala. Żadne negocjacje z nim nie dawały rezultatu, uparł się, że tylko stamtąd mamy płynąć do Tallina. Czas na check-in nam się ekspresowo kończy, a my nie wiemy ani gdzie jechać, ani jak tam dojechać. Próbuję uruchomić elektroniczną mapę na ipadzie, ale tu akurat padła bateria i nawet podłączony do ładowania nie chce się włączyć. Zaczynamy panikować, bo strata promu to strata pieniędzy za bilety, plus nie wiadomo na kiedy uda nam kupić następne. Ok, nowoczesne cuda techniki nawaliły i zostawiły nas na lodzie. Nerwowo jedziemy wg moich mętnych wskazówek, gdy próbuję sobie przypomnieć jak wczoraj jechaliśmy do restauracji. W końcu trafiamy na odwieczny, niepsujący się sposób znalezienia drogi – taksówkarza. Nadaje nam właściwy kierunek, ja zaczynam kojarzyć drogę. Z rosnącą paniką spoglądamy na zegar w aucie – 6 minut do zamknięcia check-in’u. Bez pardonu łamiemy ograniczenia prędkości, kilka zakazów zawracania, wyprzedzania i jeden nakaz skrętu (nie chcieliśmy tam skręcać). Udaje się – jesteśmy przedostatnim autem odprawionym na prom.

Przed nami dwie godziny na wodzie, a potem 993 km. drogi do domu przez Estonię, Łotwę i Litwę. Bez autostrad.

Jedna myśl nt. „On the road again

  1. Wracajcie….czekamy wszyscy (jestem tego pewna)z rosnącym zaciekawieniem okrągłymi oczami w oczekiwaniu na Wasze wspomnienia ,na Wasz widok a w moim przypadku na widoczne efekty po Waszej podroży u Tolka…całuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *