Niekończąca się opowieść

Każdy początek jest zbliżaniem się do końca. Brzmi pesymistycznie? Niekoniecznie. Przecież każdy koniec może być szansą na początek czegoś nowego : )

Gdy planujemy kolejną wyprawę, żyjemy nią miesiącami. Najpierw wybór kierunku. Potem zakup przewodników i książek, map i czasem filmów. Niecierpliwe wyczekiwanie dnia zero. Ekscytacja tym, co ma się zdarzyć. Pełne obietnic pakowanie. I w końcu – przygoda zaczyna się.
Zwykle podróżujemy bardzo intensywnie. Jak wychodzi z relacji po Norwegii, Tolek znacząco nie spowolnił naszego tempa. Zwiedza się z nim inaczej, trochę wolniej, mniej, ale to nie oznacza, że mamy dużo wolnego czasu. Wręcz przeciwnie – każda chwila kiedyś poświęcona na relaks, teraz jest poświęcona małemu podróżnikowi, który dzielnie dotrzymuje nam kroku. Taki relaks inaczej. Przed wyjazdem tym razem już bogatsza o poprzednie doświadczenia nie zabrałam książek do czytania „ot tak”. Przewidywałam, że nie będzie wolnych minut aż tyle, żeby połknąć jakąś wakacyjną lekturę. Ale jechać w ogóle bez czegoś do czytania? Zabraliśmy pierwszy numer „Kontynentów”, „Wysokie Obcasy Extra” i „Voyage”. Uczciwie przyznam – nie przeczytaliśmy ani strony. Nie było jak.
Może teraz, w weekend na własnym tarasie.
Zwiedzamy, odkrywamy, poznajemy, kolekcjonujemy chwile, widoki, spotkania, rozmowy. Chłoniemy wszystkimi zmysłami.

Potem zaczyna się powrót. I gdy już docieram do domu, jestem tak pełna doświadczeń i wrażeń, że pewnie bym eksplodowała. Ale mój umysł radzi sobie w inny sposób – ogarnia mnie chwilowa amnezja. Serio, nie potrafię przypomnieć sobie konkretnych minionych dni, często mam wrażenie, że prawdziwa podróż jeszcze przed nami, a to co mi się fragmentami plącze po głowie, to resztki snu.
Dopiero po kilu dniach, po rozpakowaniu się, wdrożeniu w rytm codziennego dnia, odpisaniu znajomym na zaległe maile, mgła zapomnienia zaczyna się rozpraszać. I wtedy wspomnienia atakują swoją ostrością, wyrazistością. Uśmiecham się, a jednocześnie odczuwam żal, że to już się wydarzyło. Że już po wszystkim. Taki klasyczny dołek nastroju po długim okresie pozytywnego nakręcenia.
Co robić? Jak sobie z tym poradzić? Siedzieć, oglądać zdjęcia i wzdychać, że wakacje skończone? A może … zacząć planować nowe?

Nie zdradzę, co nam się już po głowach kręci. Ważne, że się kręci : ) Nowy kierunek, ten sam blog. Dlatego zajrzyjcie od czasu do czasu, na pewno znów pojawią się nowe wpisy.

A jako zakończenie tegorocznej wyprawy po weekendzie wkleimy jeszcze niepublikowane, obiecane zdjęcia z drugiego aparatu. Będzie lodowiec, maskonury, kaszaloty z ogonami, i krajobrazy.

Póki co – dziękujemy za wirtualne towarzyszenie i do zobaczenia.

Ekipa Włóczykijów ATM

 

4-30

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *