Jak oswoić smoka

Wpis jest dedykowany ciekawskim oraz osobom poszukującym podstawowych informacji o podróżowaniu po Skandynawii lub podróżowaniu z dzieckiem. Ponieważ liczę się z tym, że większości czytelników on nie zainteresuje, więc post będzie urozmaicany zdjęciami, nie zawsze pasującymi do treści, ale podnoszącymi wartość całości.

Kilka osób zadaje odwieczne pytanie, jak podróżuje się na takie odległości z dzieckiem.

 

21
Ano, jakoś. Czasem łatwiej, czasem trudniej. Trzeba pokombinować, żeby malucha czymś zająć, i pogodzić się z tym, że nierealne jest zrobienie 10 godzin jazdy. Nam udawało się dziennie pokonywać ok 650 km autostradą, a w Norwegii przy ograniczeniach prędkości do 80 km poza terenem zabudowanym, odpowiednio mniej. Do Oslo jechaliśmy 4 dni, choć pewnie można ten dystans pokonać w dwa.

 

22

Jak można było zobaczyć na jednym ze zdjęć zabraliśmy z sobą mnóstwo zabawek. Przydawały się bardzo w czasie jazdy, bo poza autem zabawką było wszystko dookoła.

15-10

17-8
Poza tym jesteśmy bardzo dumni z Tolka, bo świetny z niego kompan podróży. Nie marudzi, wszystko go ciekawi, bierze udział w każdej naszej aktywności – pomaga szukać drogi na mapie, wybiera muzykę na czas jazdy, nosi naczynia do zmywania, zwija namiot, krząta wokół obozu, gdy rodzice jeszcze śpią…

18-8

4-29

5-24

9-16

13-13

10-17

12-14

14-11
Kolejną sprawą są koszty. Fakt, nie pojechaliśmy w tanie regiony. Czasem w przewodnikach można przeczytać zdanie: ‚Norwegia uważana jest za drogi kraj.’ Zaraz potem następuje jednak zapewnienie, że można po niej podróżować tanio. Nie wierzcie w to. Norwegia jest drogim krajem. Jedyne co znalazłam tam tańsze niż u nas to klocki Lego.
Owszem można całe jedzenie zabrać z Polski (pomijam logistykę związaną z wykombinowaniem miejsca na jedzenie na 4 tyg, brak warzyw, owoców, przetworów mlecznych), można spać tylko na dziko, kąpać się w strumieniach (lub w deszczu), nie zwiedzać nic, za co jest pobierana opłata (a zwykły bilet do muzeum to min. 40 PLN), unikać promów, nie przywozić żadnych pamiątek, które przywołają potem wspomnienia. Można, tylko po co? Tak samo tanio wyjdzie wtedy obejrzenie filmu o Norwegii.

Dla orientacji podaję kilka bazowych kosztów. W Oslo kupiliśmy 3 słodkie bułeczki do jogurtu w ramach drugiego śniadania/lunchu za 20zł, ale już kanapka na ciepło to wydatek ok. 25 zł. Kawa na stacji Statoil – 10 zł, sałatka z makaronem w plastikowym pojemniku – 30 zł, najtańszy zestaw ‚obiadowy’ w fast foodzie – 35 zł. Pojemniczek ulubionych truskawek – 25 zł, jogurt w dużym kartonie (rewelacyjne w Norwegii, beznadziejne w Finlandii) -20 zł. Obiadów w restauracji nie jedliśmy, bo to jest już wydatek czterokrotnie droższy niż u nas. Wyjątkiem był szwedzki stół lunchowy w Muminkowie – opłata za osobę w Kuchni Mamusi Muminka wyniosła 65zł. Swoją drogą jeśli Mamusia Muminka rzeczywiście tak gotowała jak nam zaserwowano, to się nie dziwię, że Muminki na zimę napychały brzuszki igliwiem…

I jeszcze dwie refleksje: po pierwsze już nigdy więcej nie będę krytykować hot-dogów na polskich stacjach benzynowych. Parówki, które nam sprzedawano na norweskich stacjach (w tym Statoilu) przebiły wszelkie moje wyobrażenia o tym, ile tłuszczu i soli można zmieścić w tak niepozornym produkcie.
Po drugie niech o tym jakiej mocy jest kawa w nordykach świadczą słowa Michała, który prowadząc auto wylał trochę kawy na jasne spodnie: O, nic nie plami. To musi być norweska kawa.

Nie możecie żyć bez kofeiny – weźcie kawę z Polski.

23
Największy kłopot był oczywiście z Tolkiem, bo mimo iż uczony był jedzenia zgodnie z zasadą BLW (która m.in. gwarantuje, że dzieci będą chętnie wszystko jadły) dieta Tolka na tym wyjeździe … hm… no do najprawidłowszych nie należała. Tolo dań ze słoiczków nie je, i to niby dobrze, ale z drugiej strony niewiele więcej je. Ratowaliśmy się kisielem (czy wspominałam już o tym, że niedobrze jest zapychać dziecko mąką z barwinkiem?…), jogurtem, owockiem i gotowanym wieczorem makaronem. Poza tym był oczywiście ukochany i zawsze dostępny cycuś. Jedliśmy nieregularnie, o dziwnych porach – będąc już daleko na północy oczywiście przestawiły nam się pory dnia i nocy, i bywało, bywało, że obiadokolację jedliśmy o 23. Na razie jednak nie widać żadnych złych konsekwencji – Tolo automatycznie dostrajał się do sposobu spędzania z nami czasu.

19-7

20-7

24-6

25-5

27-5
Najbardziej zaskoczyła nas pogoda. Niby wszędzie piszą, że w lato w Norwegii jest chłodno i pada. No piszą, i co z tego? Byliśmy tu osiem lat temu i przez bite trzy tygodnie było ciepło. Ciągle chodziliśmy w t-shirtach, i może ze trzy razy założyliśmy coś z dłuższym rękawem. Mając w pamięci tamten wyjazd, niestety nie najlepiej spakowaliśmy się na ten. Z drugiej strony ciężko jest wyobrazić sobie, jak może być zimno, gdy człowiek pakuje się w trzydziestostopniowym upale. A było zimno. Jakoś poradziliśmy sobie ubierając się warstwowo, ale żałowałam że nie wzięłam żadnej ciepłej kurtki i rękawiczek dla Tolka. Bardzo przydały się getry i rajstopki dla małego (były dodatkową warstwą pod spodnie), i super trafionym pomysłem były polarowe pajacyki, pod które zakładałam Tolkowi bawełniane ubranko, i tak chodził spać. Czasem spaliśmy w czapkach, więc też pamiętajcie o ich zabraniu. I fajną sprawą byłby termofor, żeby czasem rozgrzać lodowatą i wilgotną pościel. Generalnie ustaliliśmy, że jednak namiot nie jest najlepszym rozwiązaniem w tych warunkach klimatycznych z dzieckiem. Daliśmy radę, Tolek już nie ma kataru, który załapał pod koniec trzeciego tygodnia, ale następnym razem albo wyposażymy namiot w ogrzewanie albo wymyślimy jakiś komfortowszy sposób do spania. Na plus należy natomiast podkreślić, że gdyby był to zwykły namiot, to pewnie uciekłabym stamtąd już w pierwszym tygodniu. No i właściwie dzięki temu było nas stać na tak długą wyprawę w tak drogim kraju, gdzie kemping kosztuje średnio 90 zł za jeden namiot i dwie osoby dorosłe.Choć często za sam namiot plus 2 osoby płaciliśmy powyżej 100 zł, a rekordem było Oslo – 220 zł za dzień.

33-3
Dodatkowa informacja – na żadnym norweskim ani fińskim kempingu nie wymagano od nas posiadania specjalnej karty kempingowej. Kupiliśmy ją w Danii, bo tam jest obowiązkowa, i powiedziano nam, że jest też ważna na Norwegię. A ze strony o norweskich kempingach wynikało, że faktycznie trzeba taką kartę mieć. W rzeczywistości należy w Danii poprosić o kartę tranzytową (ważna na jeden nocleg), a w Norwegii w ogóle nie zawracać sobie nią głowy. Za to bardzo przydają się dziesięciokoronówki norweskie – tyle kosztuje 6 min. ciepłego prysznica. W Finlandii jest to wliczone w cenę kempingu (ale z reguły jest on ciut droższy niż norweski).

30-4
Dodatkowe koszty to opłaty promowe. Ok, można ich uniknąć, ale w niewiele miejsc da się wtedy dojechać. Średni koszt to ok. 60 zł, ale ten koszt trudno jest zaplanować, bo na każdym promie jest inna zasada – raz płaci się za auto, raz za auto i osobno za pasażerów. Droższe były promy na i z Lofotów (ok. 400 zł w jedną stronę).

31-3
Jeśli chodzi o koszty transportu, to oczywiście znacząco droższe jest paliwo. Większość stacji jest samoobsługowych, więc dobrze mieć z sobą dwie karty płatnicze (na wypadek gdyby nagle jedna odmówiła współpracy). Na niektórych stacjach można wybrać płatność gotówką w kasie, ale to tylko w ciągu dnia, bo nie spotkaliśmy żadnej stacji z obsługą całodobową. A, i fińskie Neste nie akceptowało naszych kart, mimo że bez problemu płaciliśmy nimi w kasie.

28-5
Nie mamy pojęcia ile kosztują drogi w Norwegii. Dość często przejeżdżaliśmy przez automatyczne bramki, i teraz czekamy na list ze zbiorczym posumowaniem i prośbą o uregulowanie rachunku. Trochę się zagapiliśmy, bo dopiero pod koniec wyjazdu odkryliśmy, że mogliśmy przedpłacić te przejazdy (www.autopass.no)

29-5
Ogóle wrażenia z podróżowania po Norwegii są bardzo pozytywne. Pomijając brak autostrad :) i powolność pokonywania ogromnych dystansów, to jest to zdecydowanie kraj dla podróżników. Właściwie każdego dnia mogliśmy stawać na dziko, bo w każdej okolicy były jakieś fajne i dogodne miejsca. Gratis przepiękne krajobrazy. Niezliczone możliwości wyboru programu zwiedzania. I do tego bardzo dobra infrastruktura dla turystów – sporo dobrze oznaczonych kempingów, częste parkingi dla odpoczynku, i co najfajniejsze – wzdłuż malowniczych tras jest bardzo dużo takich malutkich zatoczek, w których można się zatrzymać, żeby zrobić zdjęcie i nie powodować wypadku drogowego.

32-3

P.S. A jak oswoić smoka? Nie wiemy. W Norwegii smoki nie występują.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *