Zdolności do zawierania znajomości

Jemy śniadanie w kempingowej świetlico – jadalni. Michał na chwilę poszedł do łazienki umyć ręce, po czym wraca po 20 min. I zaczyna opowiadać: sorry, że tak długo, ale spotkałem właściciela kempingu i ucięliśmy sobie pogawędkę. Powiedział, że jego rodzina od ośmiu generacji tutaj mieszka, i że wszyscy byli rybakami. Dopiero on zrobił tutaj kemping, i prowadzi go razem z żoną. Kiedyś pomagali mu synowie z żonami, ale wyjechali, i teściowa, ale ona umarła, i teraz pracują tylko we dwoje. Jego żona jest Łotyszką, która przyjechała tu na wakacje, a on akurat był trzy lata po rozwodzie z pierwszą żoną, i tak jakoś się spiknęli, i ona została. Ale szukają pracownika, bo w sezonie pracują po 20 godzin dziennie, łącznie z przyjmowaniem telefonicznych rezerwacji siedząc w toalecie. A w zimie gdy nie ma tylu turystów to też nie ma spokoju, bo trzeba wszystko wymienić, i przemalować, bo jak jest zimno to aż widać kryształki soli w powietrzu, i od tego wszystko rdzewieje. A kamienie, które leżą dookoła domu, które tak ci się podobały, wykopał w swoim ogródku, bo kiedyś morze sięgało aż tutaj. Takie same są też na plaży po drugiej stronie wyspy, ale nie można tam teraz chodzić, bo jest okres lęgowy. A, i nazywa się Knut.
Zatkało mnie. Jakim cudem mój mąż w dwadzieścia minut wyciągnął od obcego człowieka tyle informacji? Zawsze podziwiałam relacje tych podróżników, którzy potrafili dowiedzieć się ciekawych rzeczy od miejscowych, zadać właściwe pytania i nawiązać kontakt. Ja kompletnie się do tego nie nadaję. Nie umiem i już. Jeśli wspomniany już na tym blogu Tomek M. Będzie kiedyś prowadził warsztaty z tej umiejętności, będę pierwszą na liście zapisanych osób. Ale na razie zupełnie nie wiem, jak to robić.
Teraz ja idę do łazienki umyć zęby. W łazience spotykam żonę właściciela kempingu, która sprząta. Nakładając pastę na szczoteczkę, zbieram się na odwagę i postanawiam spróbować. A nuż to wcale nie jest takie trudne?
– Twój mąż mówił, że prowadzicie ten kemping tylko we dwójkę? – zagajam uprzejmie.
– Tak.
Nawet nie podniosła głowy znad umywalki, którą myje. Próbuję jeszcze raz.
– To musi być bardzo czasochłonne, szczególnie w sezonie.
– Tak.
Odpuszczam. Widocznie nie znam odpowiednich pytań. Lub nie wyglądam wystarczająco zachęcająco do zwierzeń z moją podróżną szczoteczką do zębów.
Choć jest jeszcze taka ewentualność, że żona Knuta zwyczajnie nie lubi turystów i nie będzie z nimi rozmawiać. No bo co sądzić o autorce wiszącej w kuchni kartki treści następującej:
Warunki korzystania za darmo z kuchni (zlewu, piekarnika, kuchenki) są takie, że każdy użytkownik sprząta po sobie. Mówiąc jaśniej – nie zostawiaj pracy dla innych, szczególnie dla piszącej tą kartkę.
Z poważaniem,
Inguna

Dla ozdoby posta wklejam zdjęcie nie związane z tematem, ale jak najbardziej zrobione w Norwegii.

3-21

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *