Pituptaszki

Było już jezioro, las, wodospady, rzeka, fiordy. Tym razem, w ramach urozmaicenia do snu szumiał nam ocean. Chociaż zwrot ‚do snu’ jest sporym nadużyciem. Do godziny pierwszej w nocy dookoła nas jak opętane wrzeszczały setki mew. Potem poszły spać, i usłyszeliśmy szumiące fale. O czwartej nad ranem mewy się wyspały…
No, ale czego się spodziewaliśmy przyjeżdżając na wyspę Runde – ptasią wyspę? Dojechaliśmy tutaj z lądu kilkoma promami, tunelami podwodnymi i uroczymi mostami, na których oczywiście mieści się tylko jeden samochód i czasem, choć nie zawsze, mijanka jest na szczycie.

3-20

4-14

5-11
Po śniadaniu zapakowaliśmy do plecaków jedzenie, termos z herbatą, aparaty, kurtki, Susła i ruszyliśmy na wędrówkę.

6-10

7-9
I znów czuję frustrację, bo słowami ciężko jest opisać piękno tego miejsca, a zdjęcia nie oddadzą ani przestrzeni zboczy górskich ani skali urwisk schodzących wprost do oceanu. Nie da się tu przekazać zapachu wiatru, huku fal, ciepła słońca, i dominującej ptasiej gadaniny.

8-8

9-7

10-7

11-6
Ptaki były wszędzie. Wędrowaliśmy wśród pól wełnianek i zwyczajnie cieszyliśmy się otaczającą nas zielenią i błękitem.

12-6
Podziwialiśmy malutkie ptaszki, które nagle wyskakiwały z kępy trawy przy ścieżce i próbowały nas atakować broniąc gniazda. Ileż to wymagało odwagi! Lub inne brały się na sposób i ze wszystkich sił starały się przyciągnąć sobą naszą uwagę odciągając nas od swojego gniazda. Obserwowaliśmy też powietrzne walki ptaków, nurkowania po ryby, sejmy i sejmiki, narady i nasiadówki. Alki, nurzyki, głuptaki, wydrzyki, mewy i fulmary – tyle udało się nam ignorantom rozróżnić, choć gatunków było o wiele więcej. Czy byłoby jeszcze piękniej gdybyśmy znali nazwy tych wszystkich pierzastych stworzeń? Nie sądzę. Człowiek ma skłonność do katalogowania i nazywania wszystkiego co widzi, ale czasem po prostu wystarczy usiąść i patrzeć, bez zawracania sobie głowy nad- i podgatunkami. Tolek zna kilka określeń, a nie przeszkadza mu to w całkowitym zachwycaniu się tym, co widzi. I tak: ‚miau’ to wszystkie koty, tygrysy, rysie, ‚ihaha’ zawiera w sobie konie, zebry, łosie, renifery, a ‚pipoł’ to zarówno krowa jak i hipopotam. I już.

13-5

14-4

15-4

29
Ponieważ była to prawdziwa górska wędrówka, był też czas na gorącą harbatę i pożywny posiłek.

16-3

17-2
Ponieważ mimo słońca potwornie wiało, a czego jak czego, ale wiatru Suseł nie lubi, zmieniliśmy snoopkową czapkę na lapońską i mogliśmy dalej ruszać w drogę.

18-2
A po drodze spotkaliśmy owce. Na ich widok Tolek dostał histerycznego ataku śmiechu. Chichotał i chichotał. Czemu? Nie mam pojęcia, spytajcie Tolka.

19-2
Ukoronowaniem dnia była wyprawa do gniazd lęgowych maskonurów. Po godzinie dwudziestej te prześmieszne ptaki kończą żerowanie w wodzie i wracają do nor w skałach i kamieniach. Żeby się dostać w dogodne do obserwacji miejsce trzeba zejść po pionowo przymocowanej do skał drabince. Mój lęk wysokości zwiał jak zobaczył to przejście, za to Suseł twierdził, że to była pestka.

20-2
I oto jesteśmy na właściwym klifie.

24
Tolek swoimi krzykami radości powoduje popłoch zarówno wśród ptaków jak i obserwujących je ornitologów. Siadamy więc z nim trochę dalej, i na zmianę chodzimy nad urwisko. W tym czasie, żeby jakoś opanować rozbrykane dziecko wyciągamy naszą broń ostateczną, najcięższą oręż, atrybyt używany tylko w ekstremalnych sytuacjach, gdy wszystko inne zawodzi – ipada z filmem o Ciuchci Tomku i jego przyjaciołach. Tolek w niebowzięty oglada bajkę, a my wymieniając się oglądamy siedzące dwa metry od nas maskonury.

25

26

27

Po godzinie postanawiamy wrócić do obozowiska. I wtedy okazuje się, że nasze nogi jednak są innego zdania. Po 10 godzinach wędrówki z plecakiem odmawiają jakiegokolwiek ruchu. Zaciskając zęby pokonuję kolejne metry w dół wyspy. Ratunku, ja jestem przecież urzędnikiem państwowym. Cały dzień siedzę za biurkiem, przybijam pieczątki, piję kawę. Moją jedyną aktywnością jest wędrówka po schodach piętro wyżej do sekretariatu po tą kawę. Co mi strzeliło do głowy żeby wybrać się na całodniową wędrówkę?
Z ledwością wchodzę po drabince do namiotu. Już nawet nie wiem, która część ciała mnie nie boli. W duszy zrzędzę na pomysł podziwiania ptaków i widoków. Trzeba było nie skąpić tylko wynająć łódź opływającą wyspę. Zaczynam przebierać zdjęcia z dzisiejszego dnia. Hm, a może… Chyba jednak… Tak, było warto.

28
P.s. Możemy się podzielić jeszcze dwoma radami.
Rada pierwsza: jeśli kręcą was ptaszki :) to osobiście bardziej radzimy się wybrać na inną norweską wyspę Hornoya. Niestety leży ona daleko na północ, i dlatego tym razem jej nie odwiedzimy. Ale można na niej podziwiać te same ptaki mając je na wyciągnięcie ręki, a nie przez lornetkę.

Rada druga: jak amatorsko odróżnić fulmara od mewy. Należy osobnika przestraszyć. Jeśli krzyczy – to jest mewą, jeśli pluje śmierdzącą śliną – to definitywnie fulmar. Jeśli nic nie robi – to stoik.

Jedna myśl nt. „Pituptaszki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *