A one chichoczą

Pogoda odstrasza, mgliście, deszczowo, szaro, zimno. Wychodzę po drabince z namiotu, spod cieplutkiej, puchowej kołdry i mam ochotę zwagarować z dzisiejszych zajęć. Przy aucie Michał podaje mi kubek z gorącą herbatą i bułeczkę z rodzynkami. Pisałam już, że mój mąż jest moim bohaterem?
Na nadbrzeżu promowym wycieczka Japończyków. Z właściwą sobie ruchliwością wywracają do góry nogami sklep z pamiątkami, zatakają toaletę, wyjadają wszystkie kanapki z baru. Czwórka z nich na murku obok gra w karty. Michał z błyskiem oku mówi: podejdę i spytam się, czy mogę sobie z nimi zrobić zdjęcie!
Dostaję ataku śmiechu, ale ostatecznie fotografujemy się z Wikingiem.

3-14
Wypływamy promem na rejs po fiordach. Wybraliśmy Naeroyfjorden, jeden z najbardziej urokliwych i najwęższych fiordów. Pogoda ciągle paskudna, ale myślę sobie, że wczorajsze słońce jednak bardziej się przydało na podziwianie Flamsdalen, więc lepiej, że pada dziś niż wczoraj. Owinięci kocami siadamy na pokładzie.
Pierwsza godzina rejsu to ciągła nerwówka. Japończycy miotają się po pokładzie, wchodząc nam przed obiektywy, my próbujemy jednocześnie robić zdjęcia dwoma aparatami, kręcić film kamerą i uważać na Tolka, który próbuje wyskoczyć do mew. W końcu osiągamy kompromis – depcząc Japończykom po stopach wypraszam ich z naszej części pokładu, Tolek dostaje zgodę na rzucanie mewom swojego śniadanka, a my robimy dokumentację foto.

1-16

2-13
A potem Michał zabiera zmarźniętego i lekko już znudzonego Susła pod dach, Japończycy idą do restauracji na romantyczne śniadanie wśród fiordów, a ja zostaję sama na pokładzie. Zaczynam poddawać się jakiemuś dziwnemu nastrojowi. Ciągle zimo, mży, wieje. Kolejne brzegi fiordu tworzą bramy zamykające i otwierające widok. Wędrująca mgła przybiera różne kształty. Zasłania i odsłania skały, wodospady, szczyty gór pokryte śniegiem. Wiatr chichocze. Wiatr chichocze? Rozglądam się dookoła, nikogo nie ma, jestem sama. Czy na pewno? Znów słyszę chichot. I tupanie bosych stóp. Próbuję dojrzeć coś przez mgłę. Mrużę oczy, przekrzywiam głowę i nagle są. Trolle. To co wcześniej było skałą, kamieniami, szczelinami, okazuje się być oczami, nosem i ustami. No tak, siedzą, patrzą jak marznę i moknę, i z radości chichoczą.

4-9

5-6

6-6

7-6

8-5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *