Restrospektywy Australijskie: Szarzy Nomadzi

IMG_2130

 

 

 

 

 

Kilka kilometrów przed nami, na czerwonej drodze zamajaczył kształt. W falującym powietrzu trudno poznać co to. Wysoki obrys sugeruje pociąg drogowy, 50-metrowe monstrum składające się z ciągnika siodłowego, naczepy i dwóch przyczep, ale wzbijany słup kurzu jest zdecydowanie za mały. Przygotowujemy się w standardowy sposób: podkręcamy nadmuch żeby zwiększyć ciśnienie w kabinie i nie zassać kurzu, zwalniamy do 100 km/h i zjeżdżamy na pobocze. Mijają minuty. Nasz vis a vis okazuje się być półciężarówką ciągnącą gigantyczną, czterotonową, podskakującą na wybojach naczepę campingową. Wewnątrz dwójka opalonych na oliwkowy brąz staruszków. Krótkie pozdrowienie znad kierownicy i każdy wraca na środek drogi.

To szarzy nomadzi. Widok powszechny na australijskich drogach a w Outbacku o tej porze roku właściwie jedyni turyści. Są na tyle liczną grupą społeczną, że miasta konkurują o ich względy (i pieniądze) ubiegając się o znaczek RV Friendly (RV to skrót od Recreational Vehicle a więc, jakkolwiek drewnianie nie brzmi to po polsku, pojazd wypoczynkowy).

Żeby zrozumieć skąd się biorą, trzeba wiedzieć że system socjalny w Australii dopiero od niedawna doszlusowuje do standardów znanych z Europy. Australijczycy mają już prawo do 20 dni płatnego urlopu rocznie, ale nie zawsze tak było. Emerytury wypłacane są w kwotach pozwalających podtrzymać funkcje życiowe, i traktowane jak zasiłek, tj. zmniejszane, nawet do zera, osobom mającym inne dochody lub majątek. System ten jest jedną z głównych przyczyn dla których pokolenie baby boomers ciężko pracujące na swoje utrzymanie i oszczędzające na emeryturę nie miało wcześniej czasu na turystykę. Teraz chcą i wreszcie mogą zobaczyć swój kontynent z bliska.

Upodobania i standard różnią się znacznie. Niektórzy wyjeżdżają na parę tygodni w przerwach między swymi towarzyskimi, rodzinnymi i społecznymi obowiązkami, inni ruszają w drogę na lata. Dla części z nich oznacza to konieczność zamiany domu na mniejszy, inni sprzedają go całkowicie zakładając że nigdy już nie będzie im potrzebny. Co ciekawe, często wyjazdy te połączone są z sezonową pracą. To właśnie szarzy nomadzi i backpakerzy na rocznych wizach z prawem do zatrudnienia uzupełniają braki kadrowe outbacku. Ci pierwsi niosą ze sobą doświadczenie i umiejętności doceniane w gminach z dala od szosy, zwłaszcza w dziedzinach takich jak budowa i utrzymanie nieruchomości, księgowość czy obsługa turystów. W Australii włóczęga nie jest sportem elitarnym. Spotkaliśmy emerytowanych kierowców ciężarówek, budowlańców, pracowników administracyjnych i drobnych przedsiębiorców i tylko jednego prezesa, znacząco w dół odstającego wiekiem od średniej, który przekonał firmę że powinna go zwolnić, zabrał odprawę, spakował namiot i rodzinę do swojego kombi i ruszył w trasę. Na tle średniej jego ekwipunek wyglądał raczej skromnie.

Australia ma wspaniałą infrastrukturę do życia w drodze. Państwo utrzymuje dużą bazę darmowych miejsc postojowych dla kierowców podróżujących na długie dystanse. Wiele gmin, zwłaszcza tych RV Friendly, oferuję punkty zrzutu toalet chemicznych i poboru wody za darmo lub po kosztach. Z drugiej strony, między innymi za sprawą nomadów, ceny postoju na campingach płatnych (a więc wyposażonych w toaletę, prysznic, kuchnię, etc.) zmieniły się drastycznie. Kiedy odwiedzaliśmy ten kraj pierwszy raz w 2007 roku, wynajęcie “domku” zwanego tutaj kabiną kosztowało $40. Dziś na zrzeszonych polach rozbicie namiotu bez prawa do prądu kosztuje $50 a ceny kabin wahają się od $140 do $300. Jest to na tyle dobry interes, że właściciele caravan parków mają własne lobby starające się o zamykanie przestrzeni bezpłatnych które “psują rynek”. Debata jest gorąca i angażuje wielu ludzi.

Solidna, oparta na wydobyciu gospodarka Australii dodatkowo winduje kurs dolara powodując że rosnące koszty życia dają się we znaki obcokrajowcom jeszcze bardziej niż miejscowym. Spotkałem Niemkę, która przeprowadziła się tutaj 20 lat temu już po przejściu na emeryturę. Wybór wydawał się prosty. Miejsce tanie, słoneczne, ze skuteczną policją i dobrą opieką medyczną. Dziś niemiecka emerytura nie wystarcza jej już do pierwszego ale nie zdecydowała się wrócić. Miłość do krainy Oz rzadko jest uczuciem od pierwszego wejrzenia, ale sądząc po ilości ludzi którzy na nią zapadli, może być nieuleczalna.

Kiedy opadł kurz pomyślałem, że cieszę się, że mogę zobaczyć chociaż część tych rzeczy wcześniej, kiedy jeszcze serce pozwala mi wspinać się w górach a mózg wytrzymuje walące jak obuch słońce. Ale czy umiem wyobrazić sobie siebie ciągnącego przyczepę po tych bitych drogach za 40 lat? Z pewnością..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *