Rozleniwione medytacje w krainie syren

Bardzo dawno, dawno temu, w odległej krainie, gdzie czas płynie według innych zasad i najważniejszy jest brak zmian, bo gdy nastąpią zmiany (na przykład w Teatrze przy Starowiślnej) to śpiący w podziemiach królowie się pobudzą, a smok przestanie zgrywać dobrotliwego stwora, pewien całkiem – całkiem niczego sobie mężczyzna, postanowił uczynić ze mnie uczciwą kobietę. Wiedział, że byle czym mnie nie skusi, więc wchodząc w konszachty z różnymi dziwnymi postaciami w kapturach uzyskał zgodę na wejście na wysoką wieżę, gdzie dzwon komentujący życie narodu zamieszkuje. Wejście poza godzinami zwiedzania.

Gdy zdziwiona i zziajana tam dotarłam, w obecności lśniącego serca dzwonu usłyszałam propozycję przygody życia, czyli życie we dwoje.

Pewnie bym się trochę wahała. Nie żebym coś miała przeciwko mężczyznom (a szczególnie temu konkretnemu) czy przygodom, ale… jakoś niepojęte było dla mnie deklarowanie się w wieku dwudziestuparu lat odnośnie planów na kolejne ponad pięćdziesiąt. Tylko podpisując kredyt robi się takie rzeczy, i o ludziach, którzy to robią mówi się, że nie są poważni.

Tak więc prawdopodobnie zwlekałabym z odpowiedzią, kluczyła, lawirowała, gdyby nie… pierścionek zaprojektowany przez składającego propozycję. Pierścionek z czarną perłą, moją największą pokusą jeśli chodzi o klejnoty.

Właściwie nie literalnie czarna, ale aksamitnie grafitowa, migająca fioletem, głęboką zielenią, delikatnym różem i ciemnym błękitem. Idealna, kulista, wabiąca. Doskonały dowód na to, że uwierające przeciwności życia nie są powodem do poddania się, ale do walki i stworzenia czegoś pięknego. Tym dla mnie są perły, dlatego mnie inspirują.

Popatrzyłam na pierścionek. Resztką rozsądku upewniłam się co do trzech najważniejszych rzeczy:

  • nie będę musiała w ramach udziału w przygodzie życia prasować mężczyźnie koszul do pracy
  • nie muszę zmieniać nazwiska (nie jestem autem, które oznacza się tablicą rejestracyjną wiążącą je z właścicielem)
  • do końca życia mogę wzdychać platonicznie do dowolnego obiektu męskiego, należącego do szeroko rozumianej grupy aktorów. Wzdychanie obejmuje oglądanie filmów po kilka razy z rzędu, maślany wzrok na filmach i tuż po nich, oraz tapetę na pulpicie komputera (z plakatów już wyrosłam). Nie pamiętam do kogo wtedy wzdychałam (to już dawno były czasy po Costnerze), wiem że potem kilku przystojniaków było, w tym Craig, Daniel Craig. Natomiast od jakiegoś czasu na pulpicie komputera rządzi u mnie Sam Heughan który w stylizacji jako Jamie Fraser jest takim szkockim hm… (ciachem , ciachem – krzyczy mi w głowie jedyne określenie), szkockim przystojniakiem, że nie znam osoby, która by nie wzdychała (a nawet jęczała cichutko) podczas oglądania filmu.

Mężczyzna przystał na warunki bez problemu, a ja stałam się właścicielką pierścionka. Przesadą byłoby rzecz, iż Dzwon Zygmunta zabrzmiał, ale nie skłamię jak powiem, że jego serce świadkujące tej scenie zadrżało.

Moja perła jest z Haiti, ale tam jeszcze nie dotarliśmy realizując swoją przygodę życia. Natomiast w Monkey Mia ulokowana jest jedyna w Australii farma pereł. Nie było szans, żebyśmy tam nie zajrzeli.

Tolek stawia maszt  : )

Tolek stawia maszt : )

IMG_5626

IMG_5634

Dopłynęliśmy katameranem do pływającego na wodzie domku. Tam przemiły pan posługując się australijskim angielskim, którego jeszcze nie opanowałam, w ekspresowym tempie opowiedział o hodowli pereł. Rzucał liczbami i datami, ale skupiona na pilnowaniu dwójki dzieci, które w każdej chwili mogły wpaść do wody, robieniu zdjęć i zastanawianiu się, czy można tutaj płacić kartą, nie dałam rady zanotować większości z nich. Uprzejmie proszę o wybaczenie (stąd też tak długi wstęp – jakoś musiałam zapełnić standardową długość posta).

Blue Lagoon Pearl Farm od trzech pokoleń należy do rodziny Morganów.

Cała przygoda z hodowlą pereł rozpoczyna się od rozmnożenia perłopławów, których mikroskopijne zalążki najpierw unoszą się w jednej ogromnej wannie, a potem gdy wczepią się w grubą i włochatą linę, umieszczane są w oceanie. Tam rosną, aż w końcu mogą zostać użyte do produkcji pereł.

Wnętrze farmy pereł

Wnętrze farmy pereł

Perłopławy rodzące perły

Perłopławy rodzące perły

Lina w którą wczepiają się rosnące perłopławy

Lina w którą wczepiają się rosnące perłopławy

Hodowla pereł natomiast wygląda z grubsza tak, że z muszli małża z Missisipi (słodkowodny małż) pobiera się perłowy, okrągły zarodek, otula się do kawałkiem naskórka właściwego perłopława i tak przygotowany wsadza za pomocą cienkiego narzędzia z powrotem pod naskórek małża. Można sobie wyobrazić jak misterna jest to praca i ile kunsztu musi mieć osoba wkładająca “perłowy zarodek” tak, aby zmaksymalizować szanse na to, że perłopław nie umrze i zacznie produkcję masy perlowej wokół wszczepionego intruza. Na farmie Blue Lagoon wynajmowane są do tego kobiety z Azji (nie pamiętam której narodowości), bo ponoć potrafią mieć prawie 100% skuteczność. Dzień po dniu wytwarzana otoczka (miks aragonitu i konchioliny, jeśli ktoś musi wiedzieć) pokrywa zarodek, twardnieje, aż po trzech a czasem dopiero pięciu latach (w zależności od planowanej wielkości) można wyjąć gotową perłę.

A w międzyczasie ostrygi są umieszczane w specjalnych metalowych rusztowaniach i żyją sobie w oceanie. Zagraża im jakiekolwiek zatrucie wody, zbytnie obrośnięcie glonami i tysiąc innych nieprzewidywalnych czynników. Czysta ruletka, tyle że czasochłonna.

Perłowe zalążki z innych ostryg

Perłowe zalążki z innych ostryg

Otwieranie perłopława

Otwieranie perłopława

Narzędzie, którym umieszcza się zalążek perły

Narzędzie, którym umieszcza się zalążek perły

Perłopław

Perłopław

Przymocowane w takich rusztowaniach perłopławy tworzą perły

Przymocowane w takich rusztowaniach perłopławy tworzą perły

W Blue Lagoon eksperymentuje się też z uzyskiwaniem wyrobów perłopodobnych – czyli romantycznych kształtów, kawałków złota obtoczonych masą perłową, a także typowym australijskim przebojem – opalem otulonym perłą. To dla tych, co nie mogą się zdecydować jaką biżuterię chcą założyć.

IMG_5645

IMG_5646

IMG_5648

IMG_5649

IMG_5644

Shark Bay to nie tylko delfiny, perły, wielbłądy, plaża z muszli i stromatolity. To również największy podwodny trawnik – obszar zajęty przez trawy morskie to około 4 tysięcy km2. Dla porówniania Warszawa (miasto) ma powierzchnię ciut ponad 500 km2 (a gród w którym czas płynie, lub markuje płynięcie – 320 km2). Czyli osiem naszych stolic i mamy miejsce, które jest rajem dla wielu, wielu zwierząt. Rośnie tutaj 27 z prawie 60 gatunków traw morskich i jest to największe na świecie zróżnicowanie. Pomijając jak taka trawa wpływa na kształtowanie się dna morskiego (spłyca je, z zatrzymanego piasku nadbudowuje brzeg i zarasta coraz głębiej w ocean), swoją różnorodnością, obszarem i bujnością stanowi żłobek i wielkie pastwisko dla mnóstwa ryb, krewetek, znanych już delfinów, płaszczek, żółwi oraz syren.

Ciemne obszary to właśnie trawa morska

Ciemne obszary to właśnie trawa morska

Diugonie to roślinożerne ssaki żywiące się wyłącznie trawą morską. Mimo swojej wagi – 400 kg, i rozmiarów – 3,5 m długości, są nieśmiałe, łagodne i … oczywiście zagrożone wyginięciem.

Jest to o tyle smutniejsze, bo diugonie zostały jedynym roślinożernym ssakiem morskim na świecie. Krowy morskie już wytępiliśmy.

A populacja nie odbudowuje się tak prosto biorąc pod uwagę fakt, iż samica rodzi zwykle pierwsze dziecko gdy osiągnie dziesiący rok życia, najczęściej potomstwo jest jedno, i od 4 do 7 lat poświęca na jego wychowanie, a dopiero potem może ponownie zajść w ciążę.

Diugonie żyją zwykle w rodzinach tradycyjnych (mama, tata i młode), są monogamistami, ale spotyka się też większe stada tych zwierząt.

Pływają dość wolno, około 10km.h, choć ścigane potrafią uciekać z prędkością ponad 20 km/h. Co i tak nie daje im wielkich szans przy spotkaniu z dwoma największymi wrogami – żarłaczem tygrysim i człowiekiem.

Nazwa “dougon” pochodzi prawdopodobnie z języka malajskiego i oznacza “panią morza”. Nie mieliśmy jakiejś wielkiej nadziei na spotkanie tych ssaków (ostatecznie 4 tysiące km2 to nie takie nic), ale potraktowaliśmy je jako pretekst do zbankrutowania na kilkugodzinny rejs katamaranem.

IMG_5384

Nasz kapitan, przystojny, spalony słońcem blondyn z paznokciami u stóp pomalowanymi na 10 różnych kolorow, opowiedział co nieco o kamizelkach ratunkowych, bezpieczeństwie i tym podobych bzdetach, a potem zamiast kamizelek rozdał nam (tym którzy nie mieli swoich) okulary słoneczne i krem z filtrem. Bo jak pewnie słusznie stwierdził, podczas takiego rejsu prędzej można zginąć od słońca niż od wody.

IMG_5472

IMG_5400

Trochę na początku obawiałam się jak dzieciaki zareagują na tą wyprawę. Miejsca do biegania nie było wiele, a to które było idealnie nadawało się do ześlizgnięcia się do wody (nie oszukujmy się, barierka nie jest żadnym zabezpieczeniem). Środek natomiast był wyłożony siatką, po której nie dało się wygodnie raczkować, w oczka ciągle wpadały małe dziecięce nożki, a od czasu do czasu fale moczyły wszystkich, którzy tam siedzieli.

Jak zwykle martwiłam się na zapas. Chłopaki byli zachwyceni, a na siatce wyczyniali takie akrobacje, że nie raz mieliśmy zawał, gdy za bardzo zbliżali się do krawędzi. Ani fale, ani kołysanie nie były im straszne.

Z tyłu - dziura, przez którą chłopcy non stop próbowali wypaść

Z tyłu – dziura, przez którą chłopcy non stop próbowali wypaść

A tu barierki zabezpieczające przed wypadnięciem...

A tu barierki zabezpieczające przed wypadnięciem…

IMG_5395

IMG_5387

IMG_5503

Widzieliśmy płaszczki, żółwie, śpiące delfiny. Bezmiar lazurowej wody, w szalonym tempie migoczące fale, błękit nieba, czerwień australijskiej ziemi na horyzoncie. Szum wiatru, niosący ulgę i zwodzący jego powiew na twarzy. Nie musieliśmy medytować, żeby poczuć zupełny relaks.

IMG_5141

IMG_5462

IMG_5442

IMG_5408

IMG_5520

Był początek kwietnia, much w końcu nie było, rekiny odpłynęły na kilka miesięcy, słońce zamiast parzyć przyjemnie grzało, a kropelki ciepłej wody z rozbryzgujących się fal zraszały nam twarze. Do Zachodniej Australii wielkimi krokami zbliżała się zima.

IMG_5622

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *